Żałowałbym, nie wracając

Podsumowałem pierwsze spotkanie z Robertem Ostaszewskim, wymownie tytułując recenzję Zginę bez ciebie słowami: ,,Przeżyłbym, nie czytając”. Nie zważając na niezbyt zachęcające wspomnienie tamtej lektury, kiedy nadarzyła się okazja, postanowiłem z niej skorzystać i przeczytać inną książkę tego związanego z Krakowem i do Krakowa odnoszącego się autora. Tym razem była to osadzona w stolicy Małopolski powieść  Kogo kocham, kogo lubię, napisana w duecie z Martą  Mizuro przed blisko dekadą.

W krakowskiej kamienicy zostaje znaleziony martwy młody samotny informatyk Jacek Płatek. Kilka dni później w parku ktoś morduje Grażynę Druszcz, nielubianą polonistkę z liceum. Sprawa robi się jeszcze poważniejsza, kiedy morderca zabija kloszarda Sztaszka Trybusia oraz szkolną sekretarkę i modelkę Zosię Zyburę. Sprawcę ma znaleźć nadkomisarz Jan Gajewski, któremu pomagają podkomisarz Marek Sroka i młodsza aspirant Beata Źrenicka.  Wspomagają ich nadinspektor Andrzej Gruszka, profiler January Wyrwa-Krzyżański, rzecznik prasowy Leszek Paź, starszy aspirant Paweł Rudzki, posterunkowy Jędrek Maciąg oraz siostra Beaty – doktor Ela Źrenicka. Przez długi czas śledztwo nie nabiera rozpędu, a pracę policjantom dodatkowo utrudnia wścibski dziennikarz Michał „Zadyma” Głowacki z redakcji „Bez Osłonek”. Czy zanim krakowscy policjanci złapią mordercę, ktoś będzie musiał jeszcze zginąć?

Kogo kocham, kogo lubię to powieść bardzo mocno osadzona w Krakowie. Stolica Małopolski jest czymś więcej niż nieme tło akcji. To zdecydowanie mocna strona książki duetu  Mizuro-Ostaszewski, choć chwilami można było odnieść wrażenie, że krakowski klimat wkrada się ciut na siłę, sztucznie. Fabuła lektury wciąga, akcja rozwija się płynnie, choć śledztwo toczy się dość powolnie, jakby miało być odbiciem Krakowa, w którym pęd przegrywa z zamyśleniem i rozmarzeniem.

Postacie Kogo kocham, kogo lubię  również warte są poświęcenia im oddzielnego akapitu, stąd też wymieniłem wszystkich zaangażowanych w śledztwo. Autorzy stworzyli grupę bohaterów, z których każda jest charakterystyczna i – co rzadkie – nieprzerysowana oraz wiarygodna. Celowo nie opisuje wybranych postaci, bo po pierwsze ta recenzja musiałaby co najmniej podwoić swoją objętość, a po drugie, to ich umiejętne zestawienie ze sobą wpłynęło na pozytywny odbiór świata wykreowanego przez Martę Mizuro i Roberta Ostaszewskiego.

Wspomnę jedynie o tym, że to powieść, której główny bohater pozbawiony jest typowych dla gatunku wad. Nie jest bądź nie był alkoholikiem, nie ma bądź nie miał problemów z przeszłością, radzi sobie i ze śledztwem, i z własnym życiem. To miła odmiana, odstępstwo od tego, do czego przyzwyczaiła nas – miłośników kryminałów – lektura przeważającej części powieści kryminalnych bądź thrillerów. A wracając do samego bohatera. Tym, co go na tle podobnych mu postaci wyróżnia, jest jakże nietypowe zamiłowanie do mody oraz zabawnie przedstawiona uległość wobec żony Ewy. Nadkomisarz Jan Gajewski nazywany pieszczotliwie przez nią „Cmokiem”, kiedy coś przeskrobie, musi za karę nosić krawat w bałwanki.

Kiedy nie sięgam po całą serię nowo odkrytego pisarza, to ostatnimi czasy rzadko zdarza mi się czytać książki sprzed wielu, wielu lat. Szczególnie, wracać do autora, którego książka wybitnie nie przypadła mi do gustu. W przypadku Roberta Ostaszewskiego – jakby na przekór samemu sobie – zrobiłem wyjątek, i jak się okazało, było warto. Nie doszukując się, czy to wpływ udziału w tym literackim przedsięwzięciu Marty Mizuro, czy też zwyczajnie lepsza pisarska forma samego Ostaszewskiego, była to zdecydowanie bardziej udana lektura niż późniejsza powieść Zginę bez ciebie.  Pomimo że zabrakło mi finalnie lepszego wyjaśnienia motywów działania mordercy, Kogo kocham, kogo lubię to kryminał, który przeczytałem z przyjemnością.

Nasza recenzja Zginę bez ciebie Roberta Ostaszewskiego

Źródło okładki: Wydawnictwo W.A.B.