Nic nie będzie takie samo

Małgorzata Łatka wróciła z nową książką, a jej bohaterka – Lena Zamojska powraca do Krakowa. Drugi kryminał w dorobku krakowskiej autorki to powieść zdecydowanie dojrzalsza i jeszcze lepsza niż udany debiut.

Lena powraca do Krakowa. Po rozwodzie i ucieczce do Toskanii chce zacząć od nowa. Przygotowując się do otwarcia firmy doradzającej w sprawach mowy ciała, zgłasza się do Smoczycy – Danuty Kobzy – zastępcy komendanta wojewódzkiego policji w Krakowie, proponując swoje usługi. W tym samym czasie nad Wisłą znaleziono ciało pozbawione głowy. Na miejsce odkrycia zwłok udają się komisarz Jakub Zagórski ze swoim partnerem Tomaszem Wrońskim – policjanci, z którymi Lena współpracowała przy sprawie Kamfory.

Lena początkowo łudzi się, że uporała się z traumą po spotkaniu z mordercą nazywanym Kamforą, które zakończyło się wypadkiem. Lena ocalała, a zabójca zaginął. Policja szybko doprowadza poszukiwania do końca, uznając, że ranny Kamfora nie mógł przeżyć i utonął. Ciała jednak nie znaleziono. Po powrocie do stolicy Małopolski i przeprowadzce do nowego mieszkania towarzyszy jej niepokój. Ma złowieszcze odczucie, że ktoś ją obserwuje. Chwilę później zaczyna otrzymywać głuche telefony. Czy obie sprawy coś łączy, a Kamfora jednak żyje?

Po zakończeniu Kamfory można było się spodziewać, że w kolejnej książce Małgorzata Łatka będzie kontynuować wątek niewyjaśnionego zaginięcia. Nie było zaskoczenia, co jednak nie rozczarowuje, bowiem poprzedni tom pozostawił czytelnika z uczuciem niedosytu. Fabuła Matni jest przewidywalna, co jednak nie umniejsza przyjemności z lektury. Autorka umiejętnie buduje napięcie, choć akcja bardzo powoli nabiera tempa.

Matnię czyta się o wiele lepiej niż Kamforę. Po lekturze pierwszej części przygód Leny Zamojskiej byłem ciekawy, czy w kolejnej Małgorzata Łatka rozwinie się pisarsko i tak się stało. Najnowsza książka krakowskiej autorki jest – jak napisałem we wstępie – dojrzalsza, pozbawiona drobnych mankamentów językowych, które przeszkadzały mi w Kamforze.

Konstrukcja intrygi nie pozostawiała wiele do życzenia, była kompletna i interesująca. Autorka udanie myli tropy, i choć czytelnik może przeczuwać, co się wydarzy, nie pozbawia go to radości z czytania. Co więcej, krakowska pisarka po raz kolejny kończy książkę niedopowiedzeniem, które zwiastuje następne emocje i powoduje, że – zarówno ja, jak i zapewne inni czytelnicy – będziemy niecierpliwie wyczekiwać premiery trzeciego tomu przygód Leny Zamojskiej.

Pisząc o Kamforze wspominałem, że postacie Leny i Jakuba dominowały nad akcją i intrygą. Tym razem zaryzykuję – choć to żadne ryzyko – stwierdzenie, że Matnia ma jedną bohaterkę, a inne postacie stanowią tylko jej tło. Z jednej strony trochę żałuję, bo Zagórski się autorce zwyczajnie udał i szkoda że poświęciła mu tym razem tak mało uwagi. Z drugiej, inaczej rozłożone akcenty się obroniły, za co należy docenić Małgorzatę Łatkę.

Na koniec mógłbym ponarzekać, że brakowało mi bogatszego rozwinięcia wątku rozpoznawania mowy ciała, lecz nie zmieniłoby to końcowej konstatacji, że drugi kryminał w dorobku Małgorzaty Łatki to bardzo udana powieść, której lektura zapewnia miłośnikowi kryminałów doskonałą rozrywkę i frajdę z czytania.

Nasza recenzja Kamfory Małgorzaty Łatki

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona