Mróz w czystej postaci

Nieodnaleziona to pierwszy thriller psychologiczny Remigiusza Mroza. Gatunek literacki niby inny, lecz styl ten sam. Nowa powieść opolanina to książka, o której chciałoby się napisać – taka sama i jednocześnie inna niż wszystkie jego wcześniejsze powieści.

Student Damian Werner zabiera swoją dziewczynę Ewę nad Młynówkę w Opolu, gdzie chce się jej oświadczyć. Plany krzyżuje mu napad, którego stają się ofiarami. Napastnicy biją go do nieprzytomności i zbiorowo gwałcą dziewczynę. Kiedy Werner odzyskuje przytomność okazuje się, że Ewa zniknęła. Po dziesięciu latach od tego tragicznego wydarzenia odwiedza go przyjaciel i pokazuje mu zdjęcie z koncertu, na którym widać Ewę. O pomoc zwracają się do biura detektywistycznego z Pomorza i jego tajemniczej właścicielki – Kasandry. Czy Werner odkryje prawdę i odnajdzie niedoszłą narzeczoną?

Nieodnaleziona to thriller, który czytelnika, znającego twórczość Remigiusza Mroza, niczym nie zaskoczy. Ma to jednocześnie swoje wady i zalety. Rozpocznę od tych drugich. Zagadka była niezwykle interesująca, a sama fabuła wciągnęła niesamowicie. Książka napisana jest lekko. Jest to cecha charakterystyczna Mroza, co sprawia, że błyskawicznie się ją czyta. Tym razem autor tylko kilka razy hamuje czytelnika zbyt rozbudowanymi encyklopedycznymi opisami przywołanych teorii naukowych. Podsumowując – jest to powieść taka, jak prawie wszystkie inne Mroza, którą pochłania się jednym tchem, jakby nie chciała się odkleić od trzymającej ją ręki.

Było – i jeszcze będzie – o zaletach Nieodnalezionej, lecz teraz kilka zdań o jej wadach. Czytając kolejną książkę Mroza trudno oprzeć się wrażeniu, że już to kiedyś było, już o tym czytaliśmy. Autor powiela – wydawałoby się już mocno wyeksploatowane – swoje charakterystyczne elementy fabuły, jak chociażby nieodzowne Deep Web czy Darknet, z których korzystają bohaterowie jego kolejnych powieści. Jeśli już jesteśmy przy postaciach, to nasuwa się podobieństwo Damiana i Kasandry do najbardziej znanych bohaterów Remigiusza Mroza – Zordona i Chyłki. W Nieodnalezionej charakterystyka postaci jest jednak bardziej pogłębiona, wzbogacona o psychologiczne wyjaśnienie ich postaw i motywacji.

Wracając do fabuły. Mróz jak nikt inny – choć być może powinienem napisać: nikt ze znanych mi pisarzy – potrafi zbudować napięcie, sprawić, że czytający nie może się oderwać od lektury, zapominając o bożym świecie. Tak było i w tym przypadku. To, co się zmieniło, to wiarygodność i spójność zakończenia. Pierwszy raz po odłożeniu na półkę książki Mroza nie mogło mnie opuścić wrażenie, że coś się tutaj nie zgadzało. Autor na ostatnich stronach próbował wytłumaczyć intrygę, lecz tym razem mnie nie przekonał. Zabrakło logicznego wyjaśnienia, pozostało niedowierzanie i – niestety- rozczarowanie.

Na koniec dwie odległe tematycznie refleksje. Obie dotyczą nowości, których nie było w poprzednich powieściach opolanina. W Nieodnalezionej czytelnik wraz fabułą dostaje z dobrodziejstwem inwentarza coś, co powszechnie nazywane jest lokowaniem produktu(wiemy od autora, że to nieprawda – przyp. red.). Rozumiem ten zabieg i domyślam się jego motywacji, choć – nie ukrywam – że mnie raził. Mam nadzieję, że autorowi, którego lubię i kupuję, to się opłaciło.

Drugim novum było przesłanie. Nieodnaleziona to pierwsza zaangażowana społecznie książka Remigiusza Mroza. Autor całe posłowie poświecił problemowi przemocy fizycznej wobec kobiet, uzasadniając w ten sposób, dlaczego tak wiele miejsca zajmuje to powszechne zjawisko na kartach książki. Przemoc – najczęściej bezrefleksyjnie sprowadzona do motywu bądź modus operandi – jest w kryminałach czy thrillerach wszechobecna, lecz rzadko przedstawiona tak realistycznie i sugestywnie, poruszając czytelnika oraz zmuszając go do refleksji. Mróz – wiedząc, jaką siłę ma liczba jego wiernych czytelników – zabrał głos w ważnej społecznie sprawie. Zrobił to bez patosu i moralizatorstwa. Nie ucierpiała fabuła, przesłanie pozostało.

Źródło okładki: Wydawnictwo Filia