Kiedy nie można zapomnieć

Na Ostrze czerwonej kredki autorstwa Carol Wyer trafiłem przypadkiem. Właśnie czytała ją znajoma. Kiedy zapytałem: „co to?”, odpowiedziała: „nowość”. Wiedząc, że po thrillery sięgam zdecydowanie rzadziej niż po kryminały, dodała: „nie wiem, czy ci się spodoba”. Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem: „jak skończysz, to chętnie pożyczę”. I tak rozbudzona ciekawość przeobraziła się w wyzwanie.

Główną bohaterką Ostrza czerwonej kredki jest detektyw Robyn Carter, którą poznajemy w momencie, kiedy dochodzi do siebie po traumatycznych zdarzeniach – straciła narzeczonego i poroniła. Nie będąc w stanie pracować w wydziale zabójstw komendy policji w Staffordshire zawiesiła swoją karierę i wraz z kolegą – również byłym policjantem – prowadzi agencję detektywistyczną. Jej ostatnim zadaniem ma być odnalezienie mężczyzny, którego żona nie chce zgłosić oficjalnego zaginięcia. Prosta z pozoru sprawa okazuje się skomplikowana i wielowątkowa, a jej charakter zmusza Carter do szybszego powrotu w szeregi policji.

Carol Wyer poprowadziła narrację swojej powieści dwutorowo, dzieląc ją na „teraz” i „wtedy”. Obserwujemy bieg wydarzeń oczami detektyw Carter oraz poznajemy ich wyjaśnienie z przemyśleń i wspomnień mordercy. Ta – klasyczna już w przypadku współczesnych, szczególnie skandynawskich, kryminałów – metoda w przypadku Ostrza czerwonej kredki została przez Wyer zmodyfikowana i sprawdziła się doskonale. W ten sposób powoli dowiadujemy się jaka motywacja kieruje mordercą. Dzieje się to jednak równolegle z rozwojem akcji, nie zdradzając tego, co się wydarzy, a tym samym nie psując zabawy czytelnikowi.

Ostrze czerwonej kredki Carol Wyer to powieść pozbawiona zadęcia, napisana prostym i lekkim językiem. Autorka plastycznie nakreśliła sylwetki postaci, zarówno tych pierwszo-, jak i drugoplanowych. Jedyne, co mogło wpłynąć negatywnie na odbiór książki, to dość zagmatwana topografia. Dla czytelnika nie znającego okolic Farnborough, może brakować jasnego opisu regionu na południe od Londynu i położenia względem siebie miejsc, w których toczy się akcja.

Zmieniając temat, odniosę się do okładki i zrobię to, choć możecie mi zarzucić, że nie ocenia się książki po okładce. A ta jest fatalna i przywołuje na myśl plakaty filmów klasy B. Gdyby nie rekomendacja, to pewnie skutecznie zniechęciłaby mnie do sięgnięcia po ten thriller. Choć gdyby nazwać powieść kryminałem zamiast thrillerem, nie byłby to wielki błąd. Książka Carol Wyer ma w sobie wszystko, co powinien mieć w sobie dobry kryminał. Giną kolejne osoby, jest wiarygodne i ciekawe śledztwo. A na koniec – co nieoczywiste, a przecież jakże ważne – logiczne wytłumaczenie zagadki.

Dawno nie było mi dane czytać kryminału bądź też thrillera, w którym intryga byłaby tak spójna, jak w Ostrzu czerwonej kredki Wyer. Kiedy odkładałem przeczytaną książkę, byłem nawet zaskoczony, że brytyjskiej autorce udało się wszystkie wydarzenia tak precyzyjnie dopasować i wyjaśnić.

Stąd też na sam koniec recenzji – w sumie bez istotnego powodu – napiszę, że jeśli już bym bardzo się starał i chciał przyczepić do konsekwencji w książce Carol Wyer, to wspomniałbym o hobby detektyw Carter. Raz przygotowywała się do biegu na dziesięć kilometrów, a kilka bądź kilkadziesiąt stron później do maratonu. Jak sami widzicie – to tylko drobnostka, wyjątek potwierdzający regułę.

Źródło okładki: Wydawnictwo Amber