Między paniką a paranoją

Do lektury którejś z powieści Sebastiana Fitzka zabierałem się od dłuższego czasu. Przesyłkę pożyczyłem i położyłem pośród innych książek. Przeleżała tak kilka tygodni, aż – z wyrzutami sumienia – po nią sięgnąłem. Czytałem ją niewiele krócej, niż przyszło jej czekać na swoją kolej. Zabijcie mnie, lecz nie pamiętam, kiedy ostatnio i jaką książkę czytałem tak długo.

Psychiatra Emma Stein, zamiast wrócić po sympozjum do domu, zostaje na noc w hotelu w Berlinie, w mieście, w którym mieszka z mężem Philippem. Decyzja ta zaważy na jej życiu. Zostaje zgwałcona i oszpecona przez napastnika, który goli jej głowę. To nie koniec traumatycznych wydarzeń, bowiem okazuje się, że w hotelu, w którym spała, nie ma opisywanego przez nią pokoju, a w jej tragiczną opowieść zdaje się nikt nie wierzyć. Ani mąż – policyjny profiler, ani najbliżsi przyjaciele. Emma zamyka się w domu, gdzie próbuje się uporać się z traumą, nie popaść w paranoję i nie poddać się powracającym napadom paniki. Czy uda jej się przezwyciężyć lęk przed światem zewnętrznym i zmierzyć z przeciwieństwami, które los postawi na jej drodze? Nie będzie łatwo, gdyż przykre wspomnienia będą niczym w porównaniu z niepewną, skąpaną w iluzji, przyszłością.

Sebastian Fitzek kreuje w Przesyłce świat urojeń, który osadza w stolicy Niemiec. Ten rzeczywisty i obiektywnie istniejący – z nazwami miejsc i ulic – Berlin, niewyraźnie kontrastuje z paranoicznym światem głównej bohaterki. To w nim miesza się prawda z wyobrażeniem, fikcja, wspomagana sugestywnym kłamstwem, z realnym wspomnieniem. Emma zawieszona jest między tymi dwoma bytami, nie wiedząc, który jest tym prawdziwym, w jaki powinna uwierzyć. Doktor psychiatrii – co paradoksalne i znamienne – ucieka od rzeczywistości, daje się omamić, zaczyna wierzyć w fikcję, która ją otacza. Emma niebezpiecznie balansuje na krawędzi pseudologii, która może doprowadzić ją na skraj zdrowych zmysłów.

Fabuła Przesyłki jest bardzo sztampowa i ciekawa jednocześnie. Akcja książki zaczyna się od przywołanych wydarzeń z dzieciństwa doktor Stein, które mają sugerować jej podatność na problemy psychiczne, stanowiąc jednocześnie uzasadnienie bądź kontrast dla wyuczonego i wykonywanego zawodu psychiatry. Kiedy w jej ustabilizowanym życiu zaczynają dziać się zdroworozsądkowo niewytłumaczalne rzeczy, autorowi puszczają wodze fantazji. To, co – choć schematycznie – zapowiadało się rewelacyjnie, wciągając i zaciekawiając czytelnika, okazało się absurdalne. Szkoda, żałuję dobrze nakreślonej fabuły, której zaszkodził fakt, że Sebastian Fitzek nie wiedział, kiedy powiedzieć dość, kiedy przestać komplikować – tracąc zupełnie wiarygodność – zagadkę, a przejść do jej logicznego wyjaśniania. Niby finalnie mu się to udało, lecz czytałem rozwiązanie bez wiary i przekonania.

Lekturze Przesyłki, cały czas towarzyszyło odczucie, że sposób przedstawienia fabuły zdecydowanie lepiej odnalazłby się w wydaniu filmowym niż książkowym. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że powieść Sebastiana Fitzka to gotowy doskonały scenariusz na film, a – co zabrzmi być może kuriozalnie – zdecydowanie gorsza powieść, mieniąca się z okładki mianem „wybuchowego thrillera psychologicznego”. Nie było w niej nic wybuchowego, nie uczyniła – co również anonsowane w blurbie – nocy nieprzespanymi. Ileż to razy pisałem już o tych okładkowych zachętach wzbudzających rozbawienia zamiast zaciekawienia „ostrzeżeniach”, chybionych porównaniach i pustych obietnicach? Tylu, co na okładce Przesyłki, jeszcze nie widziałem. I mam nadzieję, że więcej już nie zobaczę.

Przesyłka to książka okrutnie przegadana. Rozumiem, że thriller psychologiczny skupia się na sprowadzających się do przemyśleń, skrywanych i uzewnętrznianych odczuciach, lecz gdzieś jest granica miedzy napięciem a przegadaniem, które owo napięcie, suspens zabija. Bilans nie może przeważać na korzyść, ciągnących się bez końca, monologów wewnętrznych, które przesłaniają resztę, mordują strach, niespodziewane zwroty akcji, tempo w jakim się ona rozwija. W powieści Sebastiana Fitzka nie brakowało cech, które charakteryzują pierwszorzędny thriller, lecz Przesyłka zamiast mnie porwać, wprawiła w zdziwienie, że tak przeciętną objętościowo książkę – która w dodatku z definicji powinna wciągać – czytałem tak niespodziewanie długo. Ale o tym wspominałem już we wstępie.

Źródło okładki: Wydawnictwo Amber