To jeszcze nie koniec

Nie przepadam za zimą, lecz Mróz uzależnia. Na kolejne książki Remigiusza Mroza zawsze czekam z niecierpliwością. Są dla mnie synonimem i gwarancją świetnej rozrywki. Choć Testament kupiłem w dniu premiery, postanowiłem wystawić „nałóg” na próbę i sprawdzić, jak długo pozwolę kolejnej części przygód Chyłki i Zordona leżeć na półce i czekać na swoją kolej. Wytrwałem blisko miesiąc i się złamałem.

Remigiusz Mróz jest bardzo regularny. Znowu upłynęło blisko pół roku od premiery Oskarżenia do ukazania się Testamentu. Kiedy ponownie wkraczamy w  świat warszawskiej palestry, pogodzony z losem Kordian „Zordon” Oryński oczekuje na wyrok, siedząc w więzieniu, a Joanna Chyłka dochodzi do siebie po stracie dziecka. Nie pije, nie wraca do przeszłości. Udaje jej się odciąć od traumatycznych wydarzeń aż do momentu, kiedy w kancelarii odwiedza ją Rafał Kranz – ginekolog prowadzący jej ciążę. Lekarz otrzymał spadek od pacjentki, którą widział tylko raz. Zwraca się o pomoc do Chyłki, bowiem w odziedziczonej kamienicy znajduje zwłoki testatorki. Prawniczka początkowo nie chce podjąć się obrony Kranza, lecz kiedy okazuje się, że ten może pomóc w uniewinnieniu Zordona, decyduje się zaangażować w sprawę.

Siódma cześć przygód warszawskich prawników była inna niż wcześniejsze. Remigiusz Mróz jakby mniej miejsca poświęcił w niej zagadnieniom i rozważaniom prawnym, a więcej dynamice akcji i relacjom głównych bohaterów. Fabuła – jakby na odwrót niż w poprzednich tomach – rozwija się powolnie, mozolnie nabierając tempa, do którego przyzwyczaił czytelników autor. Intryga wciąga, Remigiusz Mróz co chwila zadziwia czytającego, któremu wydawało się, że rozszyfrował zagadkę. Akcja powieści trzyma w napięciu do samego końca, który jest nie tylko zaskakujący, lecz logicznie i wiarygodnie wyjaśnia intrygę.

Testament to kolejna udana powieść z tej serii. Nie jest jednak pozbawiona wad, które utrudniają czytanie. Są nimi chociażby bardzo liczne odniesienia do już dawno zapomnianych wydarzeń z poprzednich tomów, tych nie tylko sprzed kilku miesięcy, ale i lat. Pewnie, gdyby czytać serię ciągiem, to byłoby to może i zaletą. Oddanie się lekturze po ponad półrocznej przerwie od sięgnięcia po Oskarżenia, bywa jednak momentami uciążliwe.

W rozkoszowaniu się rozwijającą się, ciekawą fabułą przeszkadzały mi tym razem dialogi. Dotychczas były chyba najmocniejsza stroną całej serii, w Testamencie niestety już tak nie jest. Stało się tak za sprawą przeróżnych ciekawostek, które autor bez umiaru wkłada w usta bohaterów. Dialogi zwalniają, a i wcale nie wiem, co ciągłe wzajemne pouczanie się postaci miało wnieść. Za to zabrakło mi w nich typowego dla Remigiusza Mroza luzu i lekkości.

Na sam koniec narzekania chcę jeszcze napomknąć, że czytaniu Testamentu towarzyszyło odczucie, że autor za bardzo zogniskował się na wykreowanym przez siebie we wcześniejszych częściach świecie, jakby wszystko kręciło się wokół kancelarii, jej właścicieli, pracowników i klientów. Jak dla mnie, było tych powiązań zbyt dużo, przez co zatęskniłem za świeżością, do której przyzwyczaił mnie autor we wcześniejszych tomach.

Pomimo mankamentów, o których powyżej wspomniałem, najnowsza książka Remigiusza Mroza i tym razem okazała się lekturą, od której nie mogłem się oderwać i bawiłem się przednio. I choć była to najsłabsza książka z serii, to muszę przyznać, że fantazja, z jaką autor wymyśla kolejne przeszkody stające na drodze Chyłki i Zordona, budzi i zaskoczenie, i niedowierzanie.

Nasza recenzja Oskarżenia Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Kontratypu Remigiusza Mroza

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona