Bezbrzeżne meandry chaosu

Bezdroża to kontynuacja Pustkowi Arnego Dahla. Powieść ta jest mocno oderwana od pierwszego tomu serii i można po nią sięgnąć bez obaw, że nieprzeczytany pierwszy tom zaważy na jej odbiorze. Nieliczne odwołania do pierwszej cześć serii nic nie zmieniają, bowiem choć w zamierzeniu autora osią kolejnych książek z serii miała być walka rozgrywająca się wewnątrz służb, to schodzi ona na drugi plan, ustępując kolejnym zagadkom kryminalnym.

Pustkowia kończą się w momencie, kiedy Sam Berger i Molly Blom odkrywają, że działająca na ich zlecenie i nielegalnie szukająca informacji policjantka Sylvia „Strzała” Andersson została zamordowana. Akcja Bezdroży rozpoczyna się dwa tygodnie później, a dwójkę głównych bohaterów zastajemy w Parku Narodowym Padjelanta w dalekiej Laponii, gdzie ukrywają się przed ludźmi, których podejrzewają o zabójstwo „Strzały”.

Poszukiwani opuszczają swoją kryjówkę dopiero, gdy kontaktuje się z nimi była partnerka Bergera – Desiré „Deer” Rosenkvist – komisarz kryminalna tymczasowo oddelegowana do Narodowego Wydziału Operacyjnego policji NWO. „Deer” zapoznaje ich ze sprawą, łączącą się z zagadkowym listem paranoiczki Jessiki Johansson. Policjantka nie może rozpocząć oficjalnego dochodzenia, zatem zwraca się z prośbą do Sama i Molly, by rozpoczęli własne nieoficjalne śledztwo.

Były detektyw czuje się zagubiony, nie wiedząc komu może zaufać. Przeczuwa, że otaczająca go rzeczywistość jest złudna, a ludzie niekoniecznie szczerzy w swoich intencjach i działaniach. Wie, że jest zdany na współpracę z Molly, której próbuje zaufać, a jedynym pewnikiem jest wiara w to, że „Deer” jest po jego stronie. Chowa się przed światem i ścigającymi go służbami, jednocześnie próbując rozwikłać – w tym przypadku jako renegat, a nie funkcjonariusz policji – kolejną sprawę kryminalną. Tym razem dotyczy ona nie zegarków, lecz tajemniczych rysunków czterolistnej koniczyny narysowanych długopisem na pośladkach ofiar.

W Bezdrożach zauważalnie mniej jest mankamentów, o którym wspominałem przy okazji recenzowania Pustkowi. Jednak daleki jestem od tego, by napisać, że kolejna powieść Arnego Dahla pozbawiona jest wad. Największą z nich jest chaos. Po przeczytaniu tej książki trudno mi było powiedzieć, o co w niej tak naprawdę chodziło. Czy o zagadkę kryminalną, czy o kontynuację wątku z poprzedniego tomu. Autor stosuje potrójną narrację, poszczególne warstwy książki się przenikają, choć niekoniecznie uzupełniają.

A gdyby tego było mało, Arnemu Dahlowi zdarza się przez całą stronę coś opisywać, nie wspominając, którą z pierwszoplanowych bohaterek, Deer czy Molly, wraz z nim obserwujemy. Tego dowiadujemy się dopiero po przewróceniu kartki. Dawno nie spotkałem się z równie irytującym zabiegiem. Dahl zdecydowanie pomylił tajemniczość i budowanie napięcia ze zniechęcaniem i zdenerwowaniem, pozostawiając czytelnika w bezsensownej niewiedzy i niejasności. Trafiając kilkukrotnie na takie momenty, nie mogłem zrozumieć, co autor chciał w ten sposób osiągnąć. Poza tym, że byłem bliski porzucenia lektury, nie uzyskał nic.

Czytając drugą w ostatnim czasie powieść Arnego Dahla odniosłem wrażenie, że autor umiejętnie buduje napięcie, wciąga odbiorcę w wykreowany przez siebie świat, a później brakuje mu pomysłu, jak wybrnąć z piętrzących się warstw fabuły. Szkoda, bo Dahlowi zdecydowanie nie brakuje interesujących pomysłów na dobry kryminał, lecz równie niewzruszenie i uporczywie brak mu umiaru, by w pewnym momencie powiedzieć sobie „stop” i zamiast dalej mozolnie komplikować intrygę, zacząć ją równie nieustępliwie i skrupulatnie wyjaśniać. Jeden czy dwa krótkie rozdziały na koniec książki, wsparte niewiadomą sugerującą kolejny tom, to stanowczo za mało, by móc powiedzieć, że recenzowana powieść jest czymś więcej niż tylko kolejnym, przyzwoitym, niczym niewyróżniającym się typowym skandynawskim kryminałem.

Nasza recenzja Pustkowi Arnego Dahla

Źródło okładki: Wydawnictwo Czarna Owca