Zabójcze równanie

Cela numer 17 Dominika Dána to kolejna powieść o przygodach Richarda Krauza, policjanta z Naszego Miasta i jego kolegów. Piąta, która ukazała się w tłumaczeniu na język polski. I różniąca się od tych, które mogliśmy dotąd poznać.

Znany z dotychczasowych książek Dominika Dána detektyw wydziału zabójstw Richard Krauz pojawia się dopiero na osiemdziesiątej piątej stronie. Tu równorzędnym bohaterem jest Kamil Puskailer, świetny matematyk, wykładowca wyższej uczelni. Jego losy śledzimy od chwili, gdy trafia do tytułowej celi numer 17, skazany za zamordowanie żony. Prowadzi też pamiętnik, opisuje w nim swoją znajomość z kobietą, której zabójstwo doprowadziło go do więzienia. Historię poznajemy od chwili ich pierwszego spotkania do czasu, gdy zamknęły się za nim drzwi więzienia. Puskailer zapewnia, że zawsze kochał żonę, że to nie on zabił, ale szczegółów feralnej nocy nie potrafi sobie przypomnieć.

Detektyw Krauz wkracza na scenę, gdy w wigilijny wieczór na ulicy znaleziono zwłoki z bagnetem w plecach. Brakuje świadków zabójstwa, brakuje śladów wskazujących na sprawcę. To nie koniec kłopotów. Do policjanta trafi też pamiętnik Puskailera. Zaciekawi go na tyle, że postanowi sprawdzić, czy rzeczywiście profesor matematyki zamordował żonę. A to nie będzie łatwe.

Mocną stroną prozy Dominika Dána jest autentyczność. To nie powinno dziwić, bo autor jest słowackim policjantem z wieloletnim stażem pracy w wydziale kryminalnym. Dominik Dán to jego pseudonim literacki. Obsesyjnie chroni własną prywatność, nie pozwala się fotografować, nie bierze udziału w spotkaniach autorskich. To różni go od Aleksandry Marininy. Rosyjska autorka, po sukcesie swoich pierwszych powieści o Anastazji Kamieńskiej, zrezygnowała z pracy w milicji i poświęciła się wyłącznie karierze literackiej.

Detektywi u Dominika Dána to policjanci z krwi i kości. Każdy ma jakąś charakterystyczną cechę: jeden to niepoprawny kobieciarz, inny – obżartuch pochłaniający gargantuiczne ilości jedzenia. Praca w policji zaś to żmudna harówka, zbieranie śladów, szukanie i przesłuchiwanie świadków. Nie ma w niej miejsca na genialną intuicję, podpowiadającą trop śledztwa. Wszystko, na co można liczyć to skojarzenie faktów, pozwalające do łamigłówki zbrodni dodać kolejny element. Autor czerpie z własnych policyjnych doświadczeń. Przekłada je na język, którym mówią jego bohaterowie, na nieco grubiańskie żarty, którymi rzucają:
– Co mu jest, nie żyje? – zaczął bez powitania.
– Nie, opala się. Gdy za godzinę go to znudzi, możemy wszyscy iść do domów. (…)
– Co ustaliłeś?
– Nie żyje.
– Po tym, że nie szczęka zębami czy po tym nożu w plecach?

Wyróżniającym atrybutem prozy Dominika Dána jest jej społeczne i polityczne tło. Choć jego bohaterowie tropią kryminalne zagadki w fikcyjnym Naszym Mieście, w każdej ze swoich książek pokazuje zmiany, jakie dokonały się w byłej Czechosłowacji po 1989 roku. Tak jest także w tej. Dzięki pamiętnikowi profesora Puskailera możemy obserwować przemianę aparatczyków i dyrektorów, wynagradzanych przed ’89 rokiem za wierną pracę na rzecz komunistycznego państwa. A po aksamitnej rewolucji wchodzących w skórę biznesmenów, którzy dzięki znajomościom i zgromadzonym wcześniej pieniądzom, mieli ułatwiony start.

Dominik Dán ma na swoim koncie już prawie trzydzieści powieści, których bohaterem jest detektyw Richard Krauz. W Polsce wydano dotąd dopiero pięć z nich. Najbardziej znaną jest Czerwony kapitan, oczywiście dzięki ekranizacji, w której Richarda Krauza zagrał Maciej Stuhr. Jak zapewnia autor, inspirację do kolejnych książek czerpie z pracy, opisywane przez siebie historie opiera na autentycznych wydarzeniach. Pracy, także tej dodatkowej, literackiej, raczej mu nie zabraknie. Ciekawe, czy kiedyś sięgnie po historię zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej. Zabójstwa, które odsłoniło jak wysokich szczebli władzy na Słowacji sięgają macki organizacji przestępczych.

Źródło okładki: Wydawnictwo Media Rodzina