Cienie przeszłości

Udział własny to drugi tom cyklu Elsebeth Egholm o Dicte Svendsen. Powieść, w której ścierają się wątki obyczajowe z kryminalnymi, walcząc o uwagę czytelnika. I prawie do samego końca trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, co ten pojedynek wygrało.

Benedicte „Dicte” Svendsen to dziennikarka, mieszkająca z partnerem pod Århus. Pewnej nocy budzą się, z przerażeniem spostrzegają, że płonie stajnia ich sąsiadów. Dicte i Bo zdołali uratować część zwierząt, a później okazało się, że ktoś zdemolował także dom Karen i Søren. Sąsiedzi wyjechali na narty do Norwegii, a Inger, siostra Karen, która pilnowała gospodarstwa, zniknęła.

Kolejnego dnia Dicte dowiaduje się, że poprzedniej nocy doszło do jeszcze jednego aktu wandalizmu i podpalenia szkoły Møllevang. Jakby było mało, Rose, jej córka, wyprowadzając psy odkrywa zwłoki zaginionej Inger. Śledztwo rozpoczynają policjanci z Wydziału Kryminalnego w Århus. Przewodzi im komisarz John Wagner, którego łączy z Dicte specyficzna – zarówno prywatna, jak i zawodowa – więź. Śledczy szybko odkryją związek pomiędzy ostatnimi tragicznymi wydarzeniami, które dotknęły lokalną społeczność. Równie szybko okaże się, że nic nie jest takim oczywistym, jakim się wydawało, a rozwikłanie zagadki będzie o wiele bardziej skomplikowanie i czasochłonne, niż policjanci myśleli.

Udział własny bardzo przypomina książki chyba najbardziej znanej skandynawskiej autorki kryminałów, Camilli Läckberg. Nie można jednak mówić o jakichkolwiek zapożyczeniach czy inspiracjach, bowiem trzeba zaznaczyć, że pierwszy tom serii Dicte Elsebeth Egholm, Ukryte wady, został wydany na rok przed debiutem znanej Szwedki, Księżniczki z lodu, pierwszej części Sagi o Fjällbace. Nie zmienia to wszakże faktu, że książki obu autorek cechuje sporo podobieństw. Powieści Egholm i Läckberg to nie kryminały, skupiające się jedynie na śledztwie, lecz w równym stopniu powieści obyczajowe, w których losy głównych postaci – zdecydowanie nie głównych, odpowiednio Dicte i Eriki, bohaterek – stanowią nie samo tło, lecz równie ważną składową książek. Tak było i w przypadku Udziału własnego, dlatego okładkowa zapowiedź: Genialne połączenie powieści kryminalnej i obyczajowej nie powinno nikogo dziwić. Można tylko poddać pod wątpliwość, czy określenie „genialne” jest na miejscu, bowiem wydaje się, że wystarczyłoby „udane”. Taka właśnie – tylko i aż udana – jest książka Elsebeth Egholm, lecz do genialnej z pewnością jej daleko.

To, o czym traktuje powyższy akapit, stanowi niejako uzasadnienie faktu, że akcja Udziału własnego rozwija się dość powoli. Emocje rosną wraz z jej rozwojem, lecz dzieje się to dość niemrawie, co spowodowane jest długimi opisami, które budują obyczajową płaszczyznę powieści. Sama zagadka kryminalna jest interesująca, a wysuwające się z czasem na pierwszy plan śledztwo – to policyjne i to, równolegle prowadzone, dziennikarskie – prowadzi do mrocznego rozwikłania intrygi w finale. Jednak to nie zagadka, choć wciągająca i wiarygodna, jest najmocniejszą stroną książki. Tą są bezsprzecznie postacie. Niejednoznaczne, równie dalekie od negatywnych kryminalnych wzorców, co i od bohaterów, których można by określić jako krystalicznych. Ich zmagania – z sobą i z życiem – opisane bez rozrzewnienia i sentymentalizmu, lecz ze zdrowym, pozbawionym oceny, dystansem, zapadają w pamięć.

Kiedy książki Elsebeth Egholm trafiły, najpierw w roku 2008 i później po blisko dekadzie, do polskich księgarni, to ich premiery przeszły bez większego echa. To – w kontekście niekwestionowanego sukcesu, jaki odniosła także w Polsce Läckberg – może co najmniej zastanawiać. Poza wspomnianym już powyżej pierwszym tomem i recenzowanym drugim wydany został także trzeci, Szkody w ludziach. To pozycje dla miłośników kryminałów, którzy lubią książki z nurtu, jaki był szczególnie popularny w Skandynawii przed kilkunastu laty.

Źródło okładki: Wydawnictwo Sonia Draga