Dozorca na tropie

Kiedy zobaczyłem na bibliotecznej półce Czarne jak moje serce Anttiego Toumainena, nie zastanawiałem się ani chwili. Miałem w pamięci udaną komedię kryminalną, Człowieka, który umarł, napisaną przez tego pisarza. Niestety, zlekceważyłem buńczuczny blurb, krzyczący z okładki: Fenomenalny kryminał króla gatunku Helsinki Noir. Zdecydowanie nie powinienem był tego robić.

W roku 1993 znika matka trzynastolatka. Policji nigdy nie udało się wyjaśnić tajemniczego zaginięcia ani odnaleźć ciała. Dwie dekady później trzydziestotrzyletni Aleksi Kivi porzuca dziewczynę i swoje dotychczasowe życie i zatrudnia się jako dozorca w wiejskiej rezydencji biznesmena Henrika Saarinena, którego podejrzewa o zabójstwo swojej matki. Na trop trafia przypadkiem, oglądając telewizyjny wywiad z przedsiębiorcą.

W majątku Kalmela oprócz dozorcy na stałe przebywa jeszcze tylko kucharka, Enni Salkola, a dwór odwiedzają jedynie Henrik i jego kierowca, Markus Harmala, oraz córka właściciela, Amanda. Aleksi rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, próbując uwolnić się od obsesji odnalezienia zabójcy matki, która zawładnęła jego życiem. Czy z dala od rodzinnych Helsinek w końcu uda mu się odkryć prawdę?

Czarne jak moje serce to książka, która zupełnie mnie zaskoczyła. Niestety, jedynie negatywnie. Akcji książki brakowało zarówno logicznego kręgosłupa, jak i dynamiki, postacie, bazujące na stereotypach, były sztampowe, a narracja ociężała. Osią historii było poszukiwanie odpowiedzi, jak i z czyich rąk zginęła matka głównego bohatera, lecz postępowanie Aleksiego można określić jednym słowem „naiwność”. Bardzo – co rażące w przypadku kryminału! – trudno mówić w przypadku tej intrygi o jakiejkolwiek dedukcji, poszlakach czy śladach. Rządzi przypadek, jak choćby w kwestii niewyjaśnionego bliżej tropu wynikającego z telewizyjnego wywiadu.

Gdyby tego było mało, trzeba dodać, że powieść jest chaotycznie napisana. Autor opowiada dwie historie – tę, która wydarzyła się przed laty, i tę, która dzieje się obecnie. Poszczególne rozdziały opisane są datami bądź okresami, dając do zrozumienia, kiedy miejsce ma akcja. Nie przeszkadza to pisarzowi mieszać, pisząc o przeszłości w rozdziałach traktujących o aktualnych wydarzeniach. Co więcej, wspomnienia głównego bohatera z młodości nic nie wnoszą, nie budują portretu psychologicznego, nie zbliżają do rozwiązania zagadki, za to zwyczajnie nużą.

Fabuła nakreślona przez Anttiego Toumainena dobrze się zapowiadała, lecz autor zupełnie pogubił się w trakcie opowiadania historii. Czarne jak moje słońce to powieść, w której sensowne są jedynie początek i koniec. Dawno nie spotkałem kryminału, w którym autor dość interesująco zawiązał akcję, dobrnął do, broniącego się lecz mocno niewyszukanego i prymitywnie obudowanego, rozwiązania zagadki, lecz zupełnie nie poradził sobie z całą resztą, stanowiącą zdecydowaną większość książki. Wszystko to, co dzieli pierwsze i ostatnie rozdziały, było nieudolną próbą wypełnienia kart treścią. Tej próbie zabrakło – podkreślę jeszcze raz – logiki, zabrakło wiarygodnych powiązań pomiędzy kolejnymi wydarzeniami, uzasadnień bądź wyjaśnień co poniektórych wątków. Tak się stało chociażby z rolą detektywa, zajmującego się sprawą zaginięcia matki Aleksiego, czy tomiku wierszy należącego do niej.

A tym, co szczególnie raziło, był fakt, że tej powieści Anttiego Toumainena zabrakło również zupełnie polotu, który pamiętam z Człowieka, który umarł. Książkę czytało się mozolnie, z trudem brnąc przez kolejne strony. Szkoda, dawno nie przeżyłem podobnego kryminalnego rozczarowania i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że zazwyczaj powieść jest odwrotnie proporcjonalnie dobra do zapowiadającego ją buńczucznego i krzykliwego blurbu.

Źródło okładki: Wydawnictwo Albatros