Blaski i cienie

Kończąc recenzję poprzedniego tomu przygód komisarz Niny Warwiłow, zastanawiałem się, czy mająca ukazać się niedługo potem kolejna powieść serii potwierdzi dobrą literacką formę Jędrzeja Pasierskiego. Nie musiałem długo czekać na premierę książki i zarazem wyjaśnienie tej kwestii. Czerwony świt okazał się nie tylko lepszy, lecz przede wszystkim dojrzalszy, niż udane Roztopy.

Piątka przyjaciół spędza noc, imprezując. Jest wśród nich gwiazda, Sara Kosowska, jej brat Paweł z dziewczyną Karoliną Moskal oraz przyjaciele Bartosz Borewicz i Michał Lutyński. Imprezę kończą rano, wychodzą z warszawskiego klubu z towarzyszącą im młodą dziewczyną, którą przy barze poznał Michał i postanawiają z tarasu nowego apartamentu Sary obejrzeć nadchodzące zaćmienie słońca. W pewnym momencie zmęczona Sara zasypia na kanapie i już się nie budzi.

Kiedy na miejsce przyjeżdża komisarz Nina Warwiłow, okazuje się, że nowo poznana dziewczyna zniknęła bez śladu a przyjaciele zmarłej nie są w stanie przypomnieć nawet jej imienia. Czy za śmiercią Sary może stać ktoś z najbliższych jej ludzi? Komisarz będzie musiała znaleźć odpowiedź nie tylko na to pytanie, lecz zmierzyć się zainteresowaniem mediów, które wywrze presję na wszystkich zaangażowanych w dochodzenie.

Czerwony świt to powieść, w której dominuje wątek kryminalny, lecz równie ważny jest ten dotyczący życia osobistego Niny. Oba odrobinę się zazębiają, ze względu na relację komisarz z prokuratorem Maciejem Stassbergiem. Zagadka kryminalna jest interesująca, można by zaryzykować określenie, że klasyczna, bowiem od samego początku wszystko wskazuje, że mordercą jest ktoś z najbliższego otoczenia ofiary. Autor prowadzi akcję żwawo, z umiarem dozując zwroty akcji. Sprawnie napisane dialogi mocno dominują nad nielicznymi dłuższymi opisami, nadając dynamikę powieści. Kolejne książkowe wydarzenia prowadzą do finału, który jest wiarygodny i uzasadniony.

Poza zwykłą frajdą towarzyszącą czytaniu dobrej książki, to najzwyczajniej przyjemne odczucie śledzić, jak utalentowany pisarz robi postępy, staje się coraz lepszy. Ktoś może powiedzieć: przecież to truizm. I będzie miał rację. Lecz dla każdego, kto choćby tylko raz przeżył literackie rozczarowanie, kiedy pisarz jedną książką rozbudził nadzieje, a kolejną spowodował rozczarowanie, nie będzie to obca konstatacja.

Pisząc o Roztopach i chwaląc Jędrzeja Pasierskiego, wytknąłem mu przy tym kilka niedociągnięć. Odkładając na półkę Czerwony świt, wiedziałem, że tym razem nie będę musiał wspominać o ewentualnych wadach książki. Trzeci tom serii o Ninie Warwiłow to bardzo udany kryminał, któremu nic nie można zarzucić. Co więcej, autor napisał książkę, z tą samą, dobrze znaną czytelnikowi, główną bohaterką, lecz osadzając ją w zupełnie innej scenerii. Trudno o bardziej skrajne zestawienie niż górskiego odludzia i blasków i cieni stolicy. I podobnie jak poprzednio, tak i tym razem wyłaniający się z kart powieści obraz jest plastyczny, dobrze oddaje klimat miejsca, w którym toczy się akcja, a autor oszczędnie, lecz celnie i rzeczowo opisuje życie ludzi, którzy są bohaterami tej historii.

Jędrzej Pasierski napisał bardzo udany kryminał. Nie jest to zapewne powieść, która zostanie zapamiętana jako wyjątkowa ze względu na jakąś swoją charakterystyczną cechę. Nie zmienia to jednak faktu, że to po prostu bardzo dobra książka, w którym wszystko jest na swoim miejscu, tworząc spójną całość. A jeśli miałbym scharakteryzować ją w kilku słowach i jednocześnie odpowiedzieć, czemu zawdzięcza moją pozytywną ocenę, byłyby nimi umiar, prostota i wiarygodność.

Nasza recenzja Roztopów Jędrzeja Pasierskiego

Źródło okładki: Wydawnictwo Czarne