Trucizna i grzyby

Tegoroczne lato chyli się ku końcowi. I choć wakacyjna atmosfera zaczyna powoli przegrywać z szarzyzną codzienności to od czego jest literatura! Zdolny pisarz jest w stanie w książkowym świecie wyimaginować wszystko. I w tym przypadku tak się dzieje. Człowiek, który umarł Anttiego Tuomainena sprawia, że można, niezależnie od pogody za oknem, poczuć letnią lekkość pełną gębą.

Jaakko Kaunismaa, podczas dość rutynowej wizyty u lekarza, dowiaduje się, że umrze. Okazuje się, że chorobowe objawy są wynikiem długotrwałego działania trucizny. Jak się szybko przekona, to nie była ostatnia zła wiadomość tego dnia. Po powrocie do domu zastaje swoją żonę, Tainę, in flagranti z ich wspólnym pracownikiem. Przedsiębiorca przed czterdziestką, prowadzący w Haminie firmę eksportującą grzyby do Japonii, musi szybko przewartościować swoje dotychczasowe życie. Czy zdąży odkryć, kto stoi za jego zbliżającą się śmiercią?

Brałem do ręki Człowieka, który umarł Anttiego Tuomainena, nie wiedząc, czego faktycznie mogę się spodziewać. Sugerowane na okładce połączenie czarnej komedii, kryminału noir i thrillera wydawało się cokolwiek osobliwe. Już pierwsze karty powieści rozwiały wątpliwości. Próżno było szukać przesiąkniętych typową skandynawską mroczną atmosferą elementów, nie brakowało za to niewymuszonego żartu. Powieść okazała się być zabawną komedią kryminalną, której charakteru dodawała zastosowana z umiarem absurdalność sytuacji i zdarzeń.

Autor wprowadził w powieści ciekawy, rzadko spotykany zabieg. Jak w każdym kryminale, wiemy, kto będzie poszukiwał prawdy, wiemy również, kto będzie ofiarą. W Człowieku, który umarł obie te role przypadły jednej postaci, która musi odkryć, kto stoi za jej morderstwem, które się właśnie dokonuje. Trucizna działa, a główny bohater nie wie, ile czasu mu pozostało. Jego zachowanie w obliczu nadchodzącej nieuniknionej śmierci bywa i zaskakujące, i zabawne. Brak ckliwości sprawia, że powieść wpisuje się w ramy, określonego w poprzednim akapicie, gatunku.

Człowiek, który umarł Anttiego Tuomainena to propozycja „na raz”. Książka, która zachwyca lekkością, której – o dziwo! – nie zaburzają przepełnione przemyśleniami głównego bohatera długie opisy. Czyta się ją lekko, z dreszczykiem emocji. Nic tu nie jest przesadzone, całość została skomponowana by bawić, a nie przytłaczać. Autor pisze sprawnie, a język, którym się posługuje, jest niezauważalnym narzędziem literackiego rzemiosła.

Antti Tuomainen bawi czytelnika swoją opowieścią. Czytanie jego powieści sprawia frajdę, chwilami wywołując uśmiech na twarzy. Lekturze nie towarzyszą wprawdzie rumieńce, lecz trudno odmówić książce niezaprzeczalnego uroku. Człowiek, który umarł wciąga. Zagadka kryminalna, jak i cała historia, potraktowana została z przymrużeniem oka, sprawiając, że tę fińską komedię kryminalną można podsumować jako przyjemną i niewymagającą propozycję na leniwe popołudnie. To, jak już powyżej wspomniałem, książka do przeczytania bez odkładania. Prosta powieść, która wprawia czytelnika w stan literackiej sytości, nieubarwionej niepotrzebną pikanterią czy niezdrowym przesytem.

Źródło okładki: Wydawnictwo Albatros