Zabić docenta

Człowiek pana ministra Michala Sýkory to książka, w której wątek kryminalny walczy o prymat z wątkami obyczajowymi. Powieść na tym zyskuje, choć ten, kto spodziewał się wybitnego kryminału, skupionego jedynie na śledztwie, może być nieco rozczarowany.

Ołomuniec. W kilka dni po burzliwym posiedzeniu Rady Naukowej Wydziału Humanistycznego miejscowego Uniwersytetu Palackiego zamordowany zostaje jeden z jego uczestników, docent Ondřej Chalupa. Ciało zastrzelonego naukowca znaleziono w jego pokoju w Uniwersyteckim Centrum Sztuki.

Na miejsce przybywa zespół śledczych, dowodzonych przez Marię Výrovą, nazywaną Wielką Sową. Jeszcze na miejscu zbrodni dochodzi do pierwszych komplikacji w śledztwie, kiedy okazuje się, że jedna z policjantek, Kristýna Horová, znała ofiarę. Ze względu na romans z kolegą ofiary z katedry komparatystyki, zostaje odsunięta od sprawy.

Policjanci rozpoczynają śledztwo, szukając motywu zabójstwa. Czy miało ono związek z kłótnią podczas posiedzenia Rady naukowej, która obradowała nad przyznaniem jednej z pracowniczek wydziału stopnia naukowego doktora habilitowanego? Szybko na jaw wychodzi, że docent Chalupa oskarżał o niegospodarność kwestora uczelni, który ma zostać wiceministrem gospodarki w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Człowiek pana ministra to drugi tom przygód Marii Výrovej i jej zespołu, a pierwszy wydany w Polsce. To kryminał, którego akcja nie porywa. Zagadka zapowiada się ciekawie, i choć autor sprytnie myli tropy, nie prowadzi wszakże do wartego zapamiętania finału. Intryga kryminalna – logiczna, lecz mało wiarygodna – raczej rozczarowuje, podobnie jak samo śledztwo, które nie rozpieszcza czytelnika, oczekującego pomysłowości i dedukcji. Autor wplata wiele wątków, nie mogąc się zdecydować, który uczynić kluczowym.

A skoro Człowiek pana ministra nie zachwycił jako kryminał, to dlaczego nie oceniam tej książki negatywnie? Przesądziły o tym dwie kwestie. Pierwszą z nich, o której jedynie krótko napomknę, było poczucie humoru pisarza, które kilka razy wywołało u mnie wybuch śmiechu. I choć trudno powiedzieć, by powieść została napisana lekkim w odbiorze językiem, to te humorystyczne momenty rekompensowały momentami zbyt przeładowany treścią przekaz.

Drugim argumentem było to, ile Michal Sýkora włożył serca w budowanie postaci. A zrobił to przykładając sporą wagę do szczegółów, sprawiając, że więcej dowiadujemy się na temat głównych bohaterów niż samego śledztwa. O dziwo, na pierwszy plan wysuwają się Pavel Edelweiss i Kristýna Horová, spychając Marię Výrovą na dalszy. Wprawdzie nie jestem przekonany, czy to było w pełni świadome i zamierzone, lecz autor więcej miejsca poświęca podopiecznym Wielkiej Sowy niż jej samej. Zresztą, można odczuć, że szczególnie tych dwoje bohaterów autor obdarzył swoją sympatią, którą próbuje zaszczepić – skutecznie – także u czytelników.

A pisząc o szczegółowości w konstruowaniu poszczególnych elementów powieści, nie sposób nie wspomnieć, że dziwi fakt, iż Sýkora popełnia dość prosty błąd. Na początku książki agencja SCM znajduje się na siódmym piętrze wieżowca Regionalnego Centrum Ołomuniec, później na trzynastym. Co ciekawe, zajmuje całe piętro. Nie byłoby w tym nic dziwnego, że w trakcie lektury w innym fragmencie książki okazuje się, że na owym piętrze działa lokalny oddziału Czeskiej Telewizji. To oczywiście drobnostka, ale zauważalna. Odrobinę się autor pogubił.

Podsumowując, Człowiek pana ministra Michala Sýkory to pozycja warta uwagi. Nie jest to wprawdzie rasowy kryminał. ale powieść, której obyczajowa warstwa równoważy kryminalne niedostatki. Zaryzykuję stwierdzenie, że z korzyścią dla książki. I choć nie będę z wypiekami na twarzy wypatrywał kolejnego śledztwa komisarz Výrovej, to z przyjemnością przeczytam o dalszych losach kilkorga bohaterów, udanie wykreowanych przez Sýkorę.

Dziękujemy Wydawnictwu Afera za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji


Źródło okładki: Wydawnictwo Afera