Apetyt na prawdę

Cztery pory śmierci Olgi Warykowskiej to zabawna historyjka kryminalna, pozbawiona zadęcia i rozbuchanych aspiracji. Nie jest to wprawdzie zapowiadany na okładce kryminał kulinarno-muzyczny, lecz sympatyczna opowieść o muzyku-obżartuchu, która na kilka chwil pozwoli miłośnikowi gatunku oderwać się od przepełnionych mrokiem i epatujących brutalnością i makabrą powieści.

Amadeusz Wagner, flecista pracujący w filharmonijnej orkiestrze, to muzyk, którego rytm życia wyznaczają kolejne posiłki. Gra w orkiestrze od niedawna, pozostając ze względu na swoją tuszę, nieśmiałe usposobienie i skromność na uboczu. Będąc niezauważanym, obserwuje innych pracowników filharmonii. Pewnego dnia, podczas premierowego koncertu „Czterech Pór Roku” Antonio Vivaldiego, koncertmistrz umiera na scenie. Policja, również za sprawą spostrzeżeń Wagnera, szybko znajduje podejrzaną. Amadeusz nie jest jednak przekonany o winie drugiej flecistki i postanawia samemu odkryć tożsamość zabójcy. Prowadząc swoje śledztwo, odkryje tajemnice, których w licznym zespole muzyków i innych pracowników filharmonii nie brakuje.

Zanim przejdę do właściwej recenzji, odniosę się do tej części książki, za którą odpowiada zazwyczaj wydawnictwo, nie autor. Czytelnik z adnotacji poprzedzającej pierwszy rozdział dowiaduje się, że: „(…) podobieństwa (…) są przypadkowe i nie zamierzone”. Dość osobliwa pisownia zadziwia, lecz na szczęście nie zniechęca do lektury.

Wracając do książki, Cztery pory śmierci to nierozwleczona powieść. Fabuła nie jest zbyt rozbudowana, a morderca – jak u Agathy Christie – kryje się pośród zamkniętego i niewielkiego grona postaci. Zagadka kryminalna jest nieskomplikowana i choć uważny czytelnik może szybko wytypować mordercę, to zidentyfikowanie zabójcy nie pozbawia czytania uroku. Finał nie zaskakuje, lecz broni się logiką i wiarygodnością. Momentami niektóre elementy fabuły sprawiają wrażenie groteskowych i wzajemnie sprzecznych, jednak całość jest spójna.

Ton akcji nadaje apetyt głównego bohatera, który pomiędzy częstymi i monstrualnie obfitymi posiłkami oddaje się roli detektywa. Wagner, kiedy nie myśli o jedzeniu, próbuje zaspokoić swoją ciekawość. Głód i dedukcja toczą zażartą walkę o uwagę flecisty. A ten, korzystając z faktu, że nikt nie traktuje go poważnie, pozostaje w cieniu i z dala od innych członków orkiestry prowadzi swoje amatorskie śledztwo.

Olga Warykowska napisała powieść, która – zachowując odpowiednie proporcje w ocenie – była całkiem udaną komedią kryminalną. Niespieszna akcja wyznacza tempo czytania, a brak konkretnego umiejscowienia akcji sprawia, że książkowe wydarzenia nie udają rzeczywistości i nie wychodzą poza, wyznaczoną im przez autorkę, rolę literackiej, wyabstrahowanej fikcji. Gdyby nie posterunek i okoliczne punkty gastronomiczne można by odnieść wrażenie, że cały świat zamyka się w budynku filharmonii. W tym miejscu czuję się w obowiązku uzupełnić poprzednią myśl. Być może coś przeoczyłem, lecz wydaje mi się, że nazwa „Filharmonia Wrocławska” znajduje się jedynie w opisie na okładce, a w tekście książki nie pada ani razu.

Warto wspomnieć o tym, jak autorka zbudowała bohaterów powieści. Nie są to specjalnie pogłębione portrety, lecz postacie są charakterystycznie i odrobinę sztampowo i stereotypowo zobrazowane. Warykowska przyjmuje prześmiewczą konwencję i bawi się imionami i nazwiskami bohaterów, kpiąc z nich i piętnując ich życiowe postawy bądź też – puszczając oko do czytelnika – dodając im komizmu. Główny bohater, skazany, poprzez nieprzypadkowe i sugestywne imię i nazwisko, na muzykę Amadeusz Wagner, pieszczotliwie nazywany przez nadopiekuńczą matkę „Duszkiem”, szybko zaskarbia sobie sympatię czytelnika, przeciągając go na swoją stronę.

Na koniec recenzji powrócę do myśli ze wstępu. Wbrew zapowiedziom, Cztery pory śmierci nie jest to powieść, poza zagadką kryminalną, traktująca o muzyce i kulinariach, tylko opowiadająca o muzykach, orkiestrze i obżarstwie. Jednak przede wszystkim, licząca niespełna dwieście stron, historia, to lekka i momentami zabawna propozycja, stanowiąca przyjemną przeciwwagę dla dominującego w ostatnim czasie w kryminałach mrocznego świata, zanurzonego w bezwzględności, okrucieństwie i makabrze. I choćby z tego powodu można – powściągając kryminalne oczekiwania – raz na czas sięgnąć po taką książkę.

Dziękujemy Wydawnictwu Novae Res za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji


Źródło okładki: Wydawnictwo Novae Res