Mali detektywi

Czy można umrzeć dwa razy? – Leifa GW Perssona to kryminał, który wciąga, bawi i śmieszy. Co więcej, dobry żart nie odbiera powagi sprawie, nie odwraca uwagi od tego, co ważne. Szwedzka powieść to doskonały przykład, że kryminał nie musi przytłaczać ani formą, ani treścią. Może za to hołdować szeroko rozumianej sprawiedliwości, dedukcji, inteligencji i błyskotliwej ironii.

Komisarza Everta Bäckströma budzi dzwonek do drzwi. Zaspany i zaskoczony rozpoznaje specyficzny sposób dzwonienia dziesięcioletniego sąsiada, Edwina, który powinien właśnie przebywać na letnim obozie skautów nad jeziorem Mälaren. Chłopiec znalazł na wyspie ludzką czaszkę i, nikomu nie mówiąc, udał się prosto do zaprzyjaźnionego policjanta. Edwin, z zaskakującą jak na dziecko dociekliwością i dokładnością, zrobił wstępną ocenę przerażającego znaleziska, z którą, po krótkiej merytorycznej rozmowie, w pełni zgadza się Bäckström i wszczyna śledztwo. Śledczy z Wydziału do spraw kryminalnych Komendy Policji w Solnej rozpoczynają dochodzenie, nie wiedząc jeszcze z jak zdumiewającą zagadką kryminalną przyjdzie im się tym razem zmierzyć.

Książka Leifa GW Perssona to kryminał dobrze skonstruowany, a autor jak po nitce prowadzi swoich bohaterów – i zarazem czytelników – do rozwiązania kryminalnej zagadki. Czyni to rozważnie, nie idąc na skróty. Intryga została bardzo ciekawie nakreślona i dobrze uzasadniona. Akcja powieści jest żwawa, lektura ani przez moment nie nuży. Czwarty tom serii przygód komisarza Everta Bäckström zachwyca konsekwencją, która jednak nie dominuje historii i sposobu jej opowiedzenia.

Czy można umrzeć dwa razy? to książka bardzo dobrze napisana. Tylko na początku trzeba przywyknąć do specyficznego zachowania autora, który ma w zwyczaju – zazwyczaj na koniec rozdziału bądź akapitu – dodać przemyślenie jednej z postaci wypowiedziane w pierwszej osobie, co nie zawsze jest czytelne. Lecz wystarczy przywyknąć, a wraz z kolejnymi stronami przestaje się ten zabieg rzucać w oczy i delikatnie wybijać z rytmu czytania. To tylko drobnostka, a powieść czyta się łatwo i szybko. Dynamiki nadają jej krótkie rozdziały, lekkie dialogi i nieprzesadnie długie opisy.

Zanim zacząłem czytać Czy można umrzeć dwa razy?, zastanawiałem się, czy tytuł nie zdradza zbyt wiele. Okazało się, że zupełnie nie wpłynął na odbiór historii, umniejszając frajdy z jej czytania. Fabuła obroniła się. Choć nie przed wszystkim. Na pierwszy plan wysunęła się postać Everta Bäckströma, niskiego i grubego komisarza, przeświadczonego o swojej wielkości i nieomylności. I to w dużej mierze właśnie ona – choć, oczywiście, nie tylko – zdecydowała o końcowej ocenie powieści.

Oddając w ręce czytelnika Czy można umrzeć dwa razy?, Leif GW Persson oferuje mu książkę, która zapada w pamięć. To zasługa przede wszystkim grona ciekawych bohaterów, którym niekonwencjonalnie i niekwestionowanie przewodzi Evert Bäckström. Dzieje się tak za sprawą momentami lekkich i zabawnych dialogów, wypowiadanych słów i prezentowanych postaw życiowych komisarza, który do pracy – tak jak i do życia – podchodzi z wielkim dystansem, co nie przeszkadza mu być najbardziej skutecznym inspektorem śledczym w Szwecji. Bäckström myśli głównie o przyjemnościach i ich systematycznym i nieskrępowanym celebrowaniu i zaspokajaniu, a jakby tylko pomiędzy chwilami przyjemności, rozpusty i kulinarnych rozkoszy, mimochodem rozwiązuje kolejne kryminalne zagadki, wykazując się przy tym nadzwyczajnym instynktem i intuicją. Jakie to wszystko proste! – mogłoby się złudnie wydawać.

Źródło okładki: Wydawnictwo Czarna Owca