Spoglądając za siebie

Dziwka Anny Mazurek to nie jest typowy kryminał noir. Debiutancka powieść autorki wymyka się prostym schematom, fundując czytelnikowi historię, na którą ten nie jest gotowy. Książa szokuje, zmuszając do trudnych przemyśleń. Wprawdzie to kryminał co najwyżej przez małe „k”, bardziej pretekst dla autorki, snującej poruszającą opowieść o ludziach, której warto – choć wcale nie łatwo – wysłuchać.

Zmasakrowana Weronika Podolska zostaje znaleziona w lesie. Niedługo później umiera w szpitalu. Mery Malinowska, jej przyjaciółka, wraca do miasta. Kobieta, idąc śladem dawno niewidzianej przyjaciółki i własnej przeszłości, stara się odkryć, jak zginęła Weronika i kto stoi za jej śmiercią. Powrót do rodzinnego miasta będzie dla Mery wyzwaniem, bowiem będzie musiała zmierzyć się z powracającymi wspomnieniami, od których próbowała uciec, miejscami i wydarzeniami, o których chciała zapomnieć. Na jej drodze staną dawni znajomi, zapomniana rodzina i przypadkowi ludzie, a wśród nich skrywał się będzie zabójca.

Książka Anny Mazurek wciąga czytelnika w paranoiczny świat, w którym przeplatają się szybko przemijające i krótkotrwałe żądze, życie – raz przybierające twarz wegetacji, raz kompulsywnego, nieskrępowanego chłonięcie bodźców i zaspakajania pragnień – chwilą, ulotne projekcje, wspomnienia i – pukająca jakby zza szyby –  przytłaczająca swoją nieskończonością i bezwładem rzeczywistość. A po tym, jak już go wciągnęła i długo i skrupulatnie przeżuwała, wypluwa zmiętego. Zatrwożonego. Obraz, który wyłania się z kart powieści przytłacza. Autorka nie oszczędza odbiorcy, sugestywnie kreśląc kolejne sceny.

Anna Mazurek prowadzi narrację w trzeciej osobie, w czasie teraźniejszym. I – choć nie przepadam za tym sposobem – nie byłoby się do czego przyczepić, gdyby nie fakt, że autorce zdarzało się zaskoczyć i skonfundować czytelnika, niezapowiedzianie zmieniając formę z trzeciej osoby na pierwszą. Trzeba przeczytać taką frazę co najmniej dwukrotnie, by zrozumieć bądź upewnić się, myśli którego bohatera właśnie wybrzmiały.

Pomimo wspomnianego powyżej drobnego mankamentu książkę czyta się dobrze. Historia zawiera się w kilkudziesięciu krótkich rozdziałach, które nadają tempa lekturze. Powieść intryguje, autorka sprawnie posługuje się – ciętym, adekwatnym i dojrzałym – językiem. Zasadnicza fabuła jest interesująca, choć można odnieść wrażenie, że schodzi na drugi plan, stanowiąc jedynie tło dla portretu ludzi, których Anna Mazurek uczyniła głównymi bohaterami swojej książki. To oni, a nie potraktowana po macoszemu zagadka kryminalna, stoją w pierwszym rzędzie, kradną uwagę i autorki, i czytelnika. I choć co jakiś czas powraca fundamentalne pytanie: „kto zabił?”, to intryga nie jest i chyba nie miała w zamiarze Mazurek być dominująca.

Pisząc o debiutanckiej powieści Anny Mazurek, warto napomknąć o jeszcze jednej jej cesze i jednocześnie zalecie. Niemym bohaterem Dziwki jest miasto. Nienazwane po imieniu, a przybierające szaty zagubionego w mroku nocnego życia Krakowa, stanowi nie tylko miejsce akcji, lecz swego rodzaju filmowy plan, równie istotny jak grający swoje role aktorzy. To ono ich kształtuje, dookreśla i wypacza. Bohaterowie Anny Mazurek się mu poddają, zupełnie inaczej niż czytelnik, który musi zderzyć się z jej niepozostawiającą obojętnym opowieścią.

Dziękujemy Korporacji Ha!art za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji

Źródło okładki: Korporacja Ha!art