Chyłka znowu w grze

Po lekturze Wyroku Remigiusza Mroza zarzekałem się, że nie sięgnę po kolejny tom przygód Chyłki i Zordona. Stało się, czego można było się spodziewać, inaczej. I dobrze, że w swym postanowieniu nie wytrwałem. Ekstradycja to najlepsza książka serii od dłuższego czasu, być może od pierwszych kilku powieści z cyklu.

Po tym, jak Chyłka uciekła z kraju, Zordon zatraca się w psychotropach, alkoholu i jedzeniu. Balansuje na granicy upadku, żyjąc i walcząc ze wspomnieniami Joanny. Z beznadziei wyrywa go sprawa Witalija Demczenki, którego obrony się podejmuje. Ukrainiec, oskarżony o potrójne zabójstwo, właśnie wybudził się ze śpiączki, a z Kordianem kontaktuje się jego żona. Szybko okazuje się, że nie ma w tym żadnego przypadku, bowiem Witalij, choć pamięta niewiele, to wie, że ma dla swojego obrońcy ważną wiadomość. Zaledwie kilka słów, które przekazać mogła mu tylko jedna osoba…

Czytając Ekstradycję, zastanawiałem się nad miną osoby, z którą Remigiusz Mróz założył się, że jest w stanie zawrzeć w książce niezliczoną ilość zwrotów akcji. Nie wiem, co autor wygrał, podejrzewam, że mogła to być jedynie satysfakcja bądź dobre piwo, lecz zdziwienie przegranego musiało być potężne. Może to odrobinę dziwne, że rozpoczynam zasadniczą część recenzji od takich podejrzeń, lecz zmienność sytuacji to najbardziej charakterystyczna cecha tej powieści.

Po tym, co napisałem w powyższym akapicie, dla nikogo nie będzie zatem zaskoczeniem, jeśli napomknę, że akcja książki jest wartka jak górski potok. A i to określenie nie oddaje nawet w połowie tego, jaką huśtawkę nastrojów funduje Mróz swoim czytelnikom. Powieść jest niezwykle dynamiczna, sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie, co powoduje, że lektura mocno wciąga, a dynamika zdarzeń nie pozostawia zbyt wiele czasu na długie opisy stanu obecnego. W związku z tym nie ma w tym tomie pogłębionych rozważań na tematy prawne czy jakiekolwiek inne.

Seria prawnicza przeszła przez kilka lat sporą metamorfozę. Ekstradycja to już nie jest powieść, której zasadniczą cześć stanowią przewody sądowe i przygotowania do nich. To już – ponownie porywająca – powieść sensacyjna, z mocnym, lecz już nie dominującym, wątkiem sądowym. W poprzednich częściach serii mi to przeszkadzało, w niniejszej się broni. Zmiana w końcu sprawia wrażenie przemyślanej, to zaplanowana ewolucja, a nie rewolucja bez – mogłoby się wydawać – namysłu.

Ostatni tom serii to książka niewydumana, oczywiście, kolejne zwroty akcji mogą wywoływać u czytelnika zawroty głowy, lecz są nieprzesadzone. Fabuła jest wiarygodna, a czytający ma odczucie, że książkowe wydarzenia faktycznie mogłyby mieć miejsce w prawdziwym życiu. Autor od pierwszych kart powieści zaskakuje, wciąga czytelnika, trzymając go w napięciu aż do finału. A trzeba oddać autorowi, że zakończenie Ekstradycji, choć mogłoby się wydawać prostym, jest jednym z najbardziej udanym, jakie pamiętam z powieści Mroza w ostatnim czasie. Nie napiszę nic więcej, by nie psuć zabawy tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po jedenasty tom cyklu. Dodam tylko, że podróż przez książkową historię okraszona jest dialogami, które dobre kilka razy wywołały u mnie wybuch śmiechu.

Na koniec powrócę do myśli poruszonej we wstępie, podsumowującej tę powieść. Po przeczytaniu Ekstradycji mogę ogłosić, że wieści o literackiej śmierci Remigiusza Mroza, szerzone – również przeze mnie – są przedwczesne i przesadzone. To znowu pisarz, którego chce się czytać. Autor, który intryguje, igra z czytelnikiem i bawi. Czego chcieć więcej od kryminału, powieści sensacyjnej bądź dreszczowca.

Nasza recenzja Umorzenia Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Oskarżenia Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Testamentu Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Kontratypu Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Wyroku Remigiusza Mroza

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona