Dylemat Kłapouchego

Tytułowy Glatz Tomasza Duszyńskiego to prowincjonalne miasteczko. Po polsku Kłodzko. Prawie sto lat temu miejscowością wstrząsnęła seria brutalnych morderstw. Do Glatzu przybywa wojskowy śledczy Wilhelm Klein i spróbuje wyjaśnić zbrodnie, układające się we wciąż inny wzór. Wydarzenia toczą się w błyskawicznym tempie, są pościgi, zagmatwane przestępstwo, odkrywane krok po kroku. No i na końcu jest też niesmak. Ta książka ma wszystko co powinien mieć dobry historyczny kryminał. Z wyjątkiem sensu.

Wiosną 1920 roku profesor liceum w Glatzu znajduje okaleczone zwłoki. Kilka dni wcześniej, w biały dzień, na ulicy ginie zastrzelony wysokiej rangi oficer. Wilhelm Klein, który ma rozwikłać tajemnice tych zbrodni, to mężczyzna z poparzoną twarzą i tajemniczą, acz wszystko na to wskazuje, bohaterską, wojenną przeszłością. Oraz, jakżeby inaczej, wyjątkową przenikliwością, wiedzą i talentem śledczym. Oczywiście irytuje miejscową policję, gdy dobrawszy sobie współpracowników, zaczyna śledztwo. I wyścig z czasem, bo natychmiast po jego przybyciu, giną kolejne osoby. A seria zbrodni zaczyna układać się w niepokojący wzór. Potem kolejny i kolejny.

Wydarzenia toczą się w błyskawicznym tempie, czasem zawrotnym, jak pościg ulicami miasta, którego nie powstydziłby się scenarzysta Jamesa Bonda. Wojskowy śledczy (tak, tak, byli tacy na niemal sto lat przed Reacherem) intryguje płeć piękną Glatzu, a u współpracowników i czytelników wzbudza niekłamany podziw, podszyty zazdrością. I nie ma się czemu dziwić. Już pierwsze spotkanie z kapitanem Kleinem, męskich współpracowników (i czytelników), może wpędzić w kompleksy:

Klein (…) zsunął z siebie głowę śpiącej kobiety, po czym wyswobodził się z plątaniny rąk i nóg innych dam, których liczby Roth wciąż nie był w stanie określić. 

Kapitan okazuje się też mistrzem kierownicy, który przed wojną kilka razy wygrał najtrudniejszy rajd górski w Europie. Bez strachu (i wysiłku) zatrzymuje rozpędzony konny powóz. Nie da się go nie podziwiać.

Jest więc bohater jak malowany, jest szybkie tempo, jest skomplikowana kryminalna zagadka. Nie ma za to, powtórzę jeszcze raz, za grosz sensu. Tomasz Duszyński opisuje nam bowiem Kłodzko sprzed stu lat. Ulice mają historyczne nazwy, wszystkie rekwizyty są na swoim miejscu. Ale nie udało mu się odtworzyć klimatu, powstającej właśnie, Republiki Weimarskiej. Czytelnik nie dowie się, jaki sprzeciw w społeczeństwie wywołał traktat wersalski, który wszedł w życie zaledwie trzy miesiące wcześniej. Ulicami niemieckich miast przechodziły wielotysięczne demonstracje, niektóre pacyfikowane kosztem wielu ofiar. Głośny w tym czasie pucz w Berlinie jest zaledwie wspomniany. Ani słowa nie ma o niepokojach w Zagłębiu Ruhry, gdzie krwawo stłumiono komunistyczną rewoltę. Działo się to kilka dni przed opisywanymi w książce wydarzeniami. A bohaterowie powieści nic o tym nie wiedzą. Na wiosnę 1920 roku wyhamowała wysoka wcześniej inflacja. Dla mieszkańców Glatzu nie miało to – zdaje się – żadnego znaczenia. Bo o tym także nikt się nie zająknął. Można natomiast pomyśleć, że szeroko omawianym tematem było przekształcenie się jednej z partyjek, jakich wtedy były setki. Niespełna dwa tygodnie wcześniej lokalne, bawarskie ugrupowanie DAP zmieniło się w NSDAP. Liczyło niewielu członków. I choć do Glatzu nie dotarły wieści o tym, co dzieje się w Zagłębiu Ruhry, zdążyła natomiast dotrzeć nie tylko informacja o powstaniu NSDAP, ale też jej dokładny program.

To, niestety, całkowicie przekreśla wysiłek autora. Nie oddaje on bowiem atmosfery, w której poruszają się bohaterowie jego powieści. Niech nas nie zmylą niemieckie nazwy ulic, Duszyński opisuje przeszłość z dzisiejszej perspektywy. Nie obserwujemy Glatzu oczami jego ówczesnych mieszkańców, patrzymy na niego z perspektywy współczesnego Kłodzka. I naszej dzisiejszej wiedzy. Niewiele osób wiedziało w kwietniu 1920 roku, że właśnie powstała NSDAP. Ale wszyscy wiedzieli, jak niespokojnie jest w Zagłębiu Ruhry, że fiaskiem zakończył się właśnie pucz w Berlinie, że Niemcy muszą płacić ogromne reparacje, a wysoka jeszcze kilka miesięcy wcześniej inflacja, właśnie wyhamowała. Dziś – z perspektywy lat – te wydarzenia, którymi żyli wtedy także mieszkańcy Glatzu, odeszły w niepamięć. Wszyscy wiedzą za to doskonale, co ze światem w latach trzydziestych i czterdziestych ubiegłego wieku zrobiła NSDAP. I właśnie tą współczesną wiedzą, całkowicie ignorując ówczesny kontekst historyczny, obdarza Duszyński bohaterów swojej książki. A oni z kolei oceniają rzeczywistość i postępują zgodnie z nią.

Niejedna synagoga spłonie, (…) niejeden sprawiedliwy straci życie… 

wieszczy jedna z postaci powieści. Na kartach książki, w scenerii Glatzu, żyją i popełniają zbrodnie postacie dysponujące wiedzą i doświadczeniem współczesnych mieszkańców Kłodzka. To gorzej niż zbrodnia – to błąd – powtórzę za Talleyrandem. Błąd, który całkowicie dyskredytuje dzieło Duszyńskiego jako kryminał historyczny. Przeszłość jest w nim przedstawiona całkowicie ahistorycznie, zbrodnie popełniane na tym tle całkowicie niewiarygodne. Zostawmy Talleyranda, najlepiej Glatz podsumować złotą myślą Kłapouchego z Kubusia Puchatka: Na co to i po co to

Dziękujemy Wydawnictwu Sine Qua Non za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji


Źródło okładki: Wydawnictwo Sine Qua Non