Próbując rozpoznać kłamcę

Kamfora to debiutancki kryminał Małgorzaty Łatki. Dziwnie wybrzmiewają te słowa w kontekście faktu, że jeszcze w tym miesiącu ukaże się kontynuacja książki, o której traktuje ta recenzja. Jakoś wcześniej nie było sposobności i być może nie było też chęci, bowiem powieść długo czekała na swoją kolej. A szkoda!

Stolicą Małopolski wstrząsają tajemnicze zabójstwa. W krakowskich parkach na przestrzeni kilku miesięcy znaleziono ciała trzech brutalnie zamordowanych kobiet. Policja, działająca pod presją mediów, nie ma choćby krzty tropu, który mógłby skierować przeciągające się śledztwo na właściwe tory. Kiedy prowadzący sprawę komisarz Jakub Zagórski wydaje się być bezradny i zrezygnowany, szefostwo – wbrew jego woli – poleca mu włączenie do zespołu Leny Zamojskiej, specjalistki od mowy ciała. Ich pierwsze spotkanie nie wypada obiecująco, jednak wystarczy, by ich wzajemnie i, na początku nie w pełni świadomie, sobą zafascynować. Tych dwoje, radząc sobie z własnymi problemami i demonami przeszłości, stworzy udany duet, który trafnie wytypuję seryjnego mordercę o przydomku Kamfora.

Rzadko mi się to zdarza, lecz tym razem zupełnie nie wiedziałem, jak zabrać się do tej recenzji i jak ocenić ten debiut. Stało się tak, bowiem Kamforę przeczytałem z przyjemnością, która jednak nie przesłoniła w pełni kilku wad książki. Powieść Małgorzaty Łatki zaciekawiła mnie już od pierwszych stron, wciągnęła, co spowodowało, że przeczytałem ją w jedno świąteczne popołudnie. Autorka nakreśliła barwne i nieprzerysowane postacie. Zamojska i Zagórski szybko zyskują sympatię czytelnika. Są mocną stroną Kamfory, i – co nie jest uciążliwe – dominują nad całą fabułą, która choć jest interesująca, to niezbyt rozbudowana. Bardzo ciekawie i niezwykle oryginalnie zarysowany został potraktowany dogłębnie przez autorkę wątek związany z rozpoznawaniem mowy ciała.

Kamfora została napisana lekkim i prostym językiem, a autorka nie ustrzegła się drobnych językowych niezgrabności. Na tym tle mocno wyróżniają się opisy zagadnień z zakresu mowy ciała, które charakteryzują się fachowością i precyzją. Całość była jednak spójna, a książkę czytało się szybko i z łatwością. Odniosłem wrażenie, że specjalistyczna wiedza była ujęta przystępniej niż u wielu bardziej doświadczonych autorek i autorów polskich kryminałów.

Po skończonej lekturze towarzyszyło mi również uczucie niedosytu, i to na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, rozwiązanie zagadki i koniec książki rozczarowały. Stało się to za szybko i za łatwo, a autorka zbyt mało uwagi poświęciła mordercy i samemu procesowi jego tropienia. Niedopowiedzenie związane z zakończeniem, traktuję jednak jako zachętę i zapowiedź kolejnego tomu. Po drugie, zabrakło mi Krakowa. Czytając Kamforę cały czas odnosiłem wrażenie, że Małgorzata Łatka nie wykorzystała potencjału miasta. Poza nazwami ulic, kilku dzielnic i parków nie poznajemy nic więcej – ani klimatu Krakowa, ani charakteru jego mieszkańców.

Podsumowując, Kamfora to, pomimo drobnych potknięć, obiecujący debiut, który pokazuje spore możliwości autorki. Już za parę tygodni premiera drugiego tomu losów Leny Zamojskiej i Jakuba Zagórskiego, po którą sięgnę z oczekiwaniem i nadzieją, że Małgorzata Łatka rozwinęła się jako pisarka, jednocześnie zachowując umiejętność zainteresowania nieznanym tematem, tworzenia ciekawych postaci i prowadzenia wciągającej, choć nienachalnej, narracji.

Nasza recenzja Matni Małgorzaty Łatki

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona