Rzucić Kamieniem w kąt

Przygodę z książkami Małgorzaty i Michała Kuźmińskich rozpocząłem od Sekretu Kroke. Siłą woli przebrnąłem przez pierwszych kilkadziesiąt stron i rzuciłem w kąt. Nie dało się czytać. Sztuka dla sztuki, udowadnianie sobie i światu, że potrafimy pisać i w ten sposób zniechęcać czytelnika. Po jakimś czasie się złamałem, kiedy w bibliotece polecono mi Ślebodę. Warto było dać autorom drugą szansę, bowiem właśnie próbuję przejść do recenzji ostatniej – a trzeciej przeczytanej przeze mnie książki małżeństwa z Krakowa – Kamienia.

Dwie ostatnie książki Kuźmińskich czytało się z prawdziwą przyjemnością. Łączyły w sobie ciekawie skonstruowaną intrygę, dość powolną – jakże charakterystyczną dla przeplatającego się w tle Krakowa – akcję, postacie z krwi i kości oraz literacki język.

Kamień to trzecia część przygód bohaterów znanych z Ślebody  i Pionka – Anny Serafin i Sebastiana Strzygonia. Antropolożka kultury oraz dziennikarz to barwne postacie, pochodzące z dwóch różnych światów i pewnie dlatego się przyciągające i dobrze uzupełniające. Tym razem Anka i Bastian łączą siły, by wraz z podkomisarzem Januszem Głodem rozwikłać zagadkę śmierci dziecka znalezionego nieopodal romskiej osady w Beskidzie Sądeckim. Stereotypy każą typować podejrzanych pośród Romów i tak początkowo się dzieje, jednak kolejne rozdziały przynoszą inne, zaskakujące tropy.

Autorzy poruszają trudną tematykę tolerancji, rysują obraz polskiej małomiasteczkowości. Kamień jest ciekawym spojrzeniem na społeczeństwo, książka trafnie opisuje współczesną rzeczywistość i dotyka aktualnych napięć etnicznych. Kuźmińscy poruszyli problem powszechnego uprzedzenia do Romów, ich wykluczenia i izolacji, zwracając uwagę na szerszy kontekst podziałów społecznych. Ktoś nie chce mieć za sąsiadów Romów, ktoś inny odcina się od żebraków i meneli w zamkniętym osiedlu. Kuźmińscy kamieniem walczą ze stereotypami, pokazując racje obu stron.

Kamieniu nie znajdziecie zawrotnych zwrotów akcji, choć zagadka kryminalna wciąga i czytelnik z zainteresowaniem śledzi rozwój wydarzeń. Wpleciony wątek obyczajowy rozwija się mozolnie. Kuźmińscy poświęcają dużo uwagi relacji Anki z jej chłopakiem Gertem. Czytając odniosłem wrażenie, że nie mogli się zdecydować, w którą stronę chcą tę znajomość skierować.

Kamień to najsłabsza książka z trylogii, co wcale nie oznacza, że słaba. Trzymam kciuki za Kuźmińskich, wnoszących w świat polskich kryminałów jakość, której wielu autorów mogłoby im pozazdrościć.

Kończąc, muszę jednak do beczki miodu dodać łyżkę dziegciu i napisać o jedynej, lecz przeszkadzającej wadzie książki. Niestety, już na początku lektury autorzy przypomnieli mi, co mnie tak u nich denerwowało i na dłuższą chwilę zniechęciło do sięgania po ich książki – za bardzo chcą i momentami za bardzo się starają. Jako czytelnik doceniam ich trud, aby bohaterowie byli wiarygodni. Cieszę się, że odtwarzając rzetelnie rzeczywistość, dają szansę poznania obcych miejsc, społeczności czy kultur.

-Kaj miri ciang tiraha bulacha peskie te na powakieroł! – odkrzykneła.

Wy też nic nie zrozumieliście? Kuźmińscy zadali sobie trudu, żeby Romowie mówili w swoim języku. To zresztą charakterystyczne dla nich. Szkoda tylko, że świadomie pominęli przypisy z tłumaczeniem. Ich brak, a co za tym idzie, niezrozumienie wielu kolejnych akapitów było bardzo irytujące. Zastanawiam się, co chcieli w ten sposób osiągnąć? Zdenerwować nic nierozumiejącego czytelnika? Nie przekonuje mnie wytłumaczenie, że to celowy zabieg, ponieważ ich bohaterowie również nić nie zrozumieli. I co z tego, że na stronie www autorów jest tłumaczenie? Kto czyta książkę z laptopem pod ręką?! Chwilami znowu mnie kusiło, żeby rzucić Kamieniem w kąt.

Źródło okładki: Wydawnictwo Dolnośląskie