Neapolitańskie imaginacje

Łzy pajaca to kryminał, którym zadebiutował Maurizio de Giovanni. To czwarta w ostatnich miesiącach książka licząca sobie około dwustu stron, którą przeczytałem, a druga, w której ginie artysta. Tym razem, ta skromna pod względem objętości lektura długimi momentami ciążyła, a opowiedziana w niej historia prowadziła do dwuznacznego końca.

Neapolitański komisarz Luigi Alfredo Ricciardi podąża za traumatycznymi przeżyciami i wspomnieniami z dzieciństwa. Pomimo majątku i szlachetnego pochodzenia nie potrafi zaznać ani szczęścia, ani spokoju, a wytchnienie odnajduje tylko w pracy śledczego, której się poświęcił.

Na początku 1931 roku zamordowany zostaje wybitny tenor, Arnoldo Vezzi. Artysta w swojej garderobie przygotowywał się do występu w premierowym przedstawieniu w teatrze San Carlo. Tam znaleziono go martwego. Z racji na wielką sławę i koneksje ofiary, która była zaprzyjaźniona z Duce, śledztwo obarczone jest wielkim zainteresowaniem mediów i – przede wszystkim – władz, również tych najwyższych, w Rzymie. Dochodzenie rozpoczyna Ricciardi, któremu pomaga wierny druh, brygadier Raffaele Maione. Razem poznają hermetyczny świat artystów, zagłębią się w funkcjonowanie wielkiego teatru, by w końcu odkryć, kto i dlaczego stoi za śmiercią śpiewaka.

Przechodząc do zasadniczej części niniejszej recenzji, zacznę od tego, od czego rozpoczyna Maurizio de Giovanni. Autor rozckliwia się od pierwszych stron, mieszając imaginację z rzeczywistością i wyprowadzając z tego połączenia mit założycielski historii komisarza Ricciardiego. Ten krnąbrny śledczy to barwna postać, której niejasno nakreślona przeszłość i tkwiąca w niej trauma, na przemian odrzuca i przyciąga czytelnika, finalnie zdobywając jego sympatię. Komisarz jest samotnym człowiekiem, do którego potrafił zbliżyć się i wytrzymać z nim jedynie Maione, któremu Luigi w przeszłości pomógł. To Raffaele pomaga mu mierzyć się ze z bezwzględnym światem, stanowiąc mur pomiędzy Riccardim i otaczającymi go i napotykanymi na drodze do prawdy ludźmi.

Akcja powieści nie porywa. Trudno przebrnąć przez pierwsze kilkanaście stron, o czym już wspominałem, i nie znużyć się opisami. To wprost niewiarygodne, że dwustronicową książkę można czytać tak długo. Łzom pajaca brakuje dynamiki, historia dopiero pod koniec – na krótko – nabiera tempa, by znaleźć swój finał w rozczarowującym zakończeniu. A trzeba powiedzieć, że zagadka kryminalna miała swój potencjał. a autor radził sobie z rozwojem wydarzeń. Maurizio de Giovanni potrafił, mimo opisów -„kłód”, które kładł czytelnikowi pod nogi, go zainteresować. Warto w tym miejscu posłużyć się cytatem: Wszyscy związani na dobre i na złe z Vezzim siedzą na sali, nikt się stamtąd nie ruszył. Wszyscy go nienawidzą, ale nikt nie miał interesu w tym, żeby wyrządzić mu krzywdę. Wspaniały rebus. Te zdania dobrze oddają poziom zbudowanej przez autora intrygi. Ta była nie tylko ciekawa, lecz i logiczna.

Główny bohater książki Maurizio de Giovannego kilkukrotnie powtarza, że za każdą zbrodnią stoi albo głód, albo miłość. Mogłoby się wydawać, że to aż nazbyt jasna wskazówka. Podążając razem z komisarzem Ricciardim za postępami śledztwa, okazuje się jednak niewystarczająca, by czytelnik sam odkrył prawdę, psując w ten sobie zabawę zawczasu. Autor zaskakuje do samego końca, choć ostatnie książkowe zdarzenia są równie zaskakujące, co nieoczywiste.

Łzy pajaca otworzyły autorowi drzwi do literackiej kariery. W wakacje recenzowałem inną, wiele później napisaną książkę Maurizio de Giovanniego, Metodę Krokodyla. Przypomniałem sobie wszystkie jej wady, konstatując, że autor pisze tak od początku swojej przygody z kryminałem. Łzy pajaca bronią się tym, co wspomniana powyżej powieść, mianowicie niezłą intrygą i dającymi się lubić postaciami, zarówno tą główną, jak i tymi drugoplanowymi. Nawet ci bohaterowie, których zwyczajnie nie da się polubić, zostały nakreślone barwnie i wiarygodnie. Cała reszta to zbiór licznych niedostatków, a do tych już wspomnianych należałoby dodać także daleką od lekkiej narrację. I być może urok tego pisarza. Kto będzie w stanie to zaakceptować, chętnie sięgnie po kolejny tom. Ten, komu będzie to przeszkadzać, nie wróci więcej do książek włoskiego autora. Ja wciąż się waham, nie wiem, co w moim przypadku przeważy.
 Źródło okładki: Oficyna Literacka Noir Sur Blanc