Zbrodnia, której nie można zapomnieć

Morderca bez twarzy Henninga Mankella to pierwsza powieść, której głównym bohaterem jest Kurt Wallander, śledczy z Ystad w Skanii. Książka rozpoczynająca bardzo znaną niegdyś serię miała swoją premierę blisko trzydzieści lat temu, lecz i dziś to pozycja godna uwagi. W końcu sam cykl, jak i jego główny bohater nie bez powodu określani są mianem kultowych.

W małej wiosce Lenarp dochodzi do napadu i brutalnego zabójstwa, a zbrodnię odkrywa zaniepokojony sąsiad. Johannes Lövgren zostaje znaleziony martwy, a jego ledwo żywa żona, Maria, przywiązana do krzesła. Na miejscu zbrodni zjawiają się policjanci z komendy policji w Ystad, na czele z Kurtem Wallanderem. Dla wszystkich obraz bestialstwa jest przerażający. Ktoś nie tylko zabił, lecz znęcał się nad swoimi ofiarami, torturując i okrutnie je okaleczając. Niestety, kobieta umiera w szpitalu, wypowiadając przed śmiercią kilka ledwo zrozumiałych słów, które kierują uwagę śledczych na wzbudzających w szwedzkim społeczeństwie emocje uchodźców. Policja rozpoczyna śledztwo, które pomimo nadzwyczajnych starań długo nie będzie przynosiło rezultatów, a sprawca bądź sprawcy pozostają nieznani.

Morderca bez twarzy to bardzo przyzwoity kryminał. Książkę cechuje niespieszna akcja, która choć powoli, to jednak miarowo się rozwija. Zagadka kryminalna jest interesująca, podobnie jak społeczno-polityczne tło Szwecji z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Z perspektywy Polski, która w czasie, kiedy rozgrywają się książkowe wydarzenia, co dopiero przekształciła się z Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w III Rzeczpospolitą, jawi się jak zupełnie inny, odległy świat.

Czytając, długimi momentami trudno uwierzyć, że akcja książki rozpoczyna się 8 stycznia 1990 roku. Powieść Mankella, której akcja ma miejsce przed trzema dekadami, wcale nie trąci myszką. Oczywiście, zwraca uwagę sposób komunikacji, który odstaje od dzisiejszego, dominują w nim telefony stacjonarne i faksy, a do roli czegoś wyjątkowego i niekoniecznie przyjaznego urasta korzystanie przez policjantów z komputera. Wallander pisze raporty i oświadczenia na maszynie do pisania bądź oddaje do przepisania na czysto maszynistce.

Oceniając Mordercę bez twarzy z dzisiejszej perspektywy, można by powiedzieć, że to taki niczym niewyróżniający się kryminał. Nie przypomina tych, wydawanych obecnie czy nawet na przestrzeni ostatnich kilku-, kilkunastu lat. To książka pozbawiona wszelkich „fajerwerków”, jakich obecnie nie brakuje w literaturze kryminalnej, do bólu rzetelna. Nie ma w niej ani epatowania brutalnością, ani wynaturzeń, policjanci, choć dość charakterystyczni dla gatunku – w tym główny bohater, Wallander – to ludzie, których moglibyśmy określić mianem zwyczajnych. Wszystko to tworzy monolityczny, lecz dość prosty, obraz, niepozbawioną uroku całość.

Ktoś, kto będzie się zastanawiał, czy warto sięgnąć po mocno już zakurzoną pozycję, nie powinien mieć wątpliwości. Powieść Mankella wytrzymuje porównanie z aktualnie ukazującymi się kryminałami, wytrzymuje próbę czasu. A jest jeszcze jeden powód, by ją przeczytać. Czy w dzisiejszych powieściach kryminalnych można przeczytać takie zdania: W środku marca udało mu się namówić Anette Brolin, by wybrała się z nim do opery w Kopenhadze. W nocy po przedstawieniu zajęła się w końcu jego samotnością, ale kiedy powiedział, że ją kocha, nie podjęła tematu. Śmiem twierdzić, że nie. Po prostu pyszne!

Źródło okładki: Wydawnictwo W.A.B.