Dreszczowiec bez emocji

Na skraju załamania B.A. Paris to typowy thriller psychologiczny. Druga książka brytyjskiej autorki jest przystępnie opowiedzianą sztampową historią. Gdyby nie przeraźliwe dłużyzny – i to w tak skromnej objętościowo powieści – to mógłbym napisać, że to niewymagająca lektura, by na chwilę-dwie oderwać się od codziennych zajęć i beztrosko zanurzyć się w literackiej fikcji.

Cass Anderson, wracając do domu, zlekceważyła prośbę męża, by nie jechała podczas burzy krótszą drogą przez las. To właśnie w nim zobaczyła kobietę siedzącą w zaparkowanym na poboczu samochodzie. Wprawdzie zatrzymała się, lecz nie zrobiła nic więcej. Nazajutrz okazało się, że kobieta nie żyje, a policja szuka osób, które przejeżdżały przez okolicę i mogły coś widzieć. Cass nie zgłosiła się na komisariat, a jej wyrzuty sumienia oraz przerażenie rosną, kiedy w mediach pojawia się informacja, że kobieta została zamordowana.

Kobieta, nie mogąc zapomnieć o tym, co widziała i jak postąpiła, zaczyna popadać w obłęd. Coraz częściej ma problemy z pamięcią, a poczucie niepokoju wzmagają głuche telefony, które zaczyna odbierać, kiedy jest sama w domu. Cass z każdym dniem zamyka się w sobie, przestaje wierzyć w to, co się wokół niej dzieje, ufać sobie i innym.

B.A. Paris poprowadziła narrację w pierwszej osobie w czasie teraźniejszym. Nie przepadam za tym sposobem, lecz, prawdę powiedziawszy, muszę przyznać, że w przypadku thrillera psychologicznego wydaje się być on w pełni uzasadniony. Oczami głównej bohaterki śledzimy kolejne wydarzenia, mając poczucie bycia „w środku”. Czas teraźniejszy dobrze się sprawdza, pozwalając czytelnikowi poczuć to, co właśnie odczuwa bohaterka.

W Na skraju załamania nie ukazuje zbyt rozbudowanego świata. Powieść jest raczej kameralna, oparta o niezbyt skromną fabułę i nieliczne grono bohaterów. Postacie –  szczególnie te drugoplanowe – nie zachwycają konstrukcją, brakuje im pogłębienia. Akcja książki nie grzeszy tempem, które wyraźnie spowalniają powtarzające się do znudzenia kolejne, niewiele się od siebie różniące, sceny opisujące postęp zagubienia i kroczącego obłędu głównej bohaterki. Obraz jest mało sugestywny, a kolejne podobne zdarzenia znieczulają.  Emocje wraz z rozwojem akcji maleją, zamiast szybko i gwałtownie narastać. Punkt kulminacyjny rozczarowuje, jest pozbawiony niezbędnego w thrillerze efektu zaskoczenia.

Brytyjska pisarka zbudowała fabułę wokół z pozoru nic nie znaczącego wydarzenia. Główna bohaterka zachowała się zupełnie naturalnie, jak zapewne postąpiłaby większość z nas. Małe, błahe kłamstwo sprawiło, że niepozorna sprawa przerodziła się w traumę. Żałuję, że autorka skupiła się na opisie postępującej paranoi Cass, zupełnie rezygnując z moralnego aspektu brzemiennego w skutkach zdarzenia w lesie. Książka mogła zyskać zupełnie nową płaszczyznę. Nie oczekiwałem, że Paris podejmie próbę rozstrzygania i wartościowania, jak powinna się zachować, lecz zlekceważenie tego elementu okazało się zaprzepaszczoną szansą, by nadać „zwykłej” powieści dodatkowego wymiaru.

Dobry dreszczowiec ma stopniowo budować napięcie, prowadzać do zaskakującego rozwiązania. Temu procesowi powinny towarzyszyć narastające napięcie i aura tajemniczości spotęgowana niepokojem. W przypadku thrillera psychologicznego fabuła winna być oparta o przeraźliwe przeżycia, których główny bohater bądź bohaterka doświadczają nie rozumiejąc, co wokół nich się dzieje. To wszystko ma sprawić, że czytający będzie siedział jak na szpilkach i, umierając z przerażenia, z nieskrępowaną ciekawością przewracał kolejne karty. W przypadku recenzowanej powieści tak się nie stało.

Autorka zdecydowanie przesadziła z długością opisów dotyczących przerażenia głównej bohaterki. Przez kilka pierwszych rozdziałów potrafiła zaciekawić i zbudować napięcie, które następnie przerodziło się w znużenie. Książka stała się momentalnie do bólu przewidywalna. Na skraju załamania niczym nie zaskoczyło. Wręcz przeciwnie, B.A. Paris wzięła na warsztat najprostszy schemat, eksploatując go prosto i pretensjonalnie. Brytyjska powieść to thriller psychologiczny, który zamiast przerażać, nudzi. Te dwa zdania to surowe podsumowanie tej nieszczególnej lektury.

Źródło okładki: Wydawnictwo Albatros