Przeszłość zawsze powraca

Niemy krzyk Angeli Marsons to pierwszy z dwóch tomów przygód Kim Stone, jakie dotychczas ukazały się w Polsce. Ten brytyjski kryminał to książka nie tylko o morderstwach i śledztwie, lecz również uniwersalna – pozbawiona moralizatorskiego zadęcia – opowieść o zapomnianych i pozostawionych samym sobie dzieciach, których los nie budzi niczyjego zainteresowania.

Angela Marsons zabiera czytelnika do Black Country i okolic. Choć akcja toczy się w środkowej Anglii, to autorce udało się stworzyć wyjątkowo mroczny klimat. Zabieg ten powoduje, że czytającemu wydaje się, iż powieść rozgrywa się na głębokiej prowincji, w miejscu, które jawi się „ciemne” i odpychające. To właśnie tam zastajemy detektyw inspektor Kim Stone, samotną policjantkę, której pasją jest motoryzacja. Poznajemy ją w momencie, kiedy pracę nad rekonstrukcją zabytkowego motocykla przerywa jej wezwanie na miejsce zbrodni. W swoim domu zamordowana zostaje dyrektorka miejscowej szkoły, dla której własna śmierć nie była zaskoczeniem. Ofiara spodziewała się swojego końca, dopadła ją okrutna i bezwzględna przeszłość.

Kim Stone wraz swoim zespołem z posterunku w Halesowen rozpoczyna śledztwo, w trakcie którego bardzo szybko wychodzi na jaw, że ta i kolejne zbrodnie mają związek z przeszłością i tajemnicą miejsca, w którym przed laty prowadzony był dom dziecka w Crestwood. Detektyw wychowała się w podobnym ośrodku i przez to sprawa nabiera dla niej osobistego charakteru.

Akcja książki rozwija się harmonijnie, a samo zakończenie jest ciekawe i zaskakujące. Autorka zgrabnie korzysta z suspensu sprawiając, że czytelnik do końca nie wie, jak zakończy się opisywana historia. Można by wytknąć, że rozwiązanie nie jest zbytnio rozbudowane i wyjaśnione, co jednak nie zmienia faktu, że fabuła składa się ściśle w całość.

Recenzując ten kryminał, ciężko uciec od kilku cierpkich zdań. Największym grzechem autorki było powielanie – i to na każdym kroku – wyeksploatowanych schematów i motywów, powszechnie znanych z innych kryminałów popularnych w ostatniej dekadzie. Stąd też znowu mieliśmy samotną policjantkę, która walczy nie tylko z przestępcami i szefostwem wyrozumiale spoglądającym na lekceważenie przez Kim procedur, ale i własnymi wspomnieniami z traumatycznej przeszłości. Rozwiązanie zagadki morderstw ponownie znajdowało się w wydarzeniach z przeszłości. Co prawda, intryga zbudowana została w ciekawy sposób, lecz mimo to książkę czytało się wolno, lektura nie porywała i nie wciągnęła. Całkiem niezłe – i momentami zabawne – dialogi mogłyby zdynamizować akcję, lecz byłyby znacznie przystępniejsze, gdyby nie notorycznie nadużywanie przez Angele Marsons słowa „szefowa”, które współpracownicy głównej bohaterki wypowiadają w niemal każdym zdaniu. Jednak tę uciążliwość oraz powyżej wspomniane niedoskonałości zrzucam na kark niedoświadczenia autorki, które można przy okazji debiutu Angeli Marsons wybaczyć.

Pomimo wielu słów krytyki, które napisałem w poprzednim akapicie, Niemy Krzyk to warta przeczytania książka. Choć pozbawiona polotu, to ma w sobie wszystko, co powinien mieć przyzwoity kryminał. Powieść Angeli Marsons wprawdzie nie wywołała u mnie zachwytu, lecz jako debiut – pomimo wielu niedociągnięć – zasługuje na zdecydowanie pozytywną ocenę. W kolejce lektur do przeczytania czeka już druga część cyklu z Kim Stone – Diabelska gra. Jestem ciekawy dalszych losów detektyw inspektor, a także chcę sprawdzić, jak z kolejnym tomem poradziła sobie pisarsko brytyjska autorka, i pewnie dlatego już niedługo po niego sięgnę.

Nasza recenzja Diabelskiej Gry Angeli Marsons

Źródło okładki: Burda Książki