Zaskakująco cichy debiut

Nadrabiając zaległości, sięgnąłem po Kruka Piotra Górskiego. Książkę, jak i kilka innych, kupiłem zaraz po premierze i długo nie mogłem się do niej zabrać. Ale kiedy już to zrobiłem, to przeczytałem jednym tchem.

Fabuła, o której za chwilę, wciągnęła mnie bardzo mocno i trzymała w napięciu do samego końca. Jednak nie tylko ona zdecydowała o całościowej ocenie książki. Tym czynnikiem były również postacie – dobrze skonstruowane i osadzone w polskich realiach. Co ciekawe, wcale nie mam tu na myśli tytułowego bohatera – komisarza Sławomira Kruka, bowiem to sztampowy glina z polskiego kryminału. Człowiek po przejściach, rozwiedziony, bez życia prywatnego. A jakby tego było mało, to jeszcze z problemami w pracy. Coraz częściej się zastanawiam, czy bohater polskiego kryminału nie może być przykładnym pracownikiem i mężem?! Za to inne postacie zostały nakreślone bardzo interesująco.

Wracając do fabuły. Morze wyrzuca na brzeg ciało. Szybko okazuje się, że to nie jest zwykła zbrodnia. Zaginiony historyk Stefan Rakowiecki został uwięziony wraz z żywymi wężami w wołowym worku i żywcem wrzucony do wody. Ten, zagadkowy z początku, entourage zbrodni bezpośrednio nawiązuje do stosowanej w starożytnym Rzymie kary worka (Poena cullei), którą stosowano wobec ojcobójców. Robi się jeszcze ciekawiej, kiedy się okazuję, że Rakowieckiego fascynowało stosowanie i symbolika tej kary. Bardzo szybko wychodzi na jaw, że nie żyją również ojciec historyka, który popełnił samobójstwo oraz brat, który zginął w wypadku samochodowym. Na początku wiele wskazuje, że to rodzinna tragedia, lecz wraz z rozwojem akcji okazuje się, że nic nie jest takim, jakim się zdawało wydawać.

Śledztwo przejmuje Marta Krynicka. Niedoświadczona prokurator z koneksjami nie zamierza czekać, tylko chce osiągnąć sukces tu i teraz. Wykorzystuje swoje wpływy, by do rozwiązania sprawy zaangażować Sławomira Kruka, który przebywa na przymusowym urlopie. Kruk podchodzi do współpracy z dystansem i niechęcią, które z czasem ustępują. Obie główne postacie przyciągają uwagę i – być może – nawet sympatię czytelnika. Komisarz jest prostolinijnym facetem wierzącym w dobro. To człowiek niepozbawiony wad, ale dający się lubić. Natomiast prokurator Krynicka to pozbawiona skrupułów atrakcyjna młoda kobieta, która nie uznaje sprzeciwu i odmiennego zdania. Losy tych dwojga są sinusoidą fascynacji i wrogości, a autor prowadzi je z wyjątkową zręcznością.

Tło fabuły – tak jak postacie – jest zarówno wiarygodne, jak i ciekawe. Czytając, nie przeszkadzało mi nic, co sugerowałoby, że to literacka fikcja, coś co może wydarzyć się czy występuje tylko w filmach, lecz nie w prawdziwym życiu. Kruka czytało się lekko. Bawiły dobre dialogi, które były nie tylko zabawne, lecz również odpowiednio dopasowane do osób, które je prowadziły.

W sumie, to sam się zastanawiałem, co zdecydowało o tym, że książkę Piotra Górskiego czytało się tak dobrze. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że to pierwszy kryminał w literackim dorobku Górskiego. W końcu doszedłem do wniosku, że wszystkie składowe elementy Kruka były po prostu dobrze dobrane i wyważone. Żaden z nich nie dominował nad resztą, a po skończonej lekturze w pamięci pozostało wspomnienie dobrych dialogów, ciekawych postaci i zaskakującej intrygi.

Nasza recenzja Gorszego Piotra Górskiego

Źródło okładki: HarperCollins Polska