Zagubienie i łatwowierność

Spoglądając na księgarniane – te szklane i wirtualne –  witryny, od lat widywałem w nich okładki kolejnych książek Rachel Abbott. Musiało upłynąć kilka lat, zanim sięgnąłem po jedną z nich. Podejdź bliżej to siódmy tom cyklu o detektywie Tomie Douglasie, lecz pierwszy, jaki przeczytałem. I żałuję, że na chwilę zagłuszyłem głos kryminalnej intuicji, która tak długo mi podpowiadała, by – wbrew złudnym listom bestsellerów – szerokim łukiem omijać powieści napisane przez tę brytyjską pisarkę.

Sharon wymyka się z wieczoru z przyjaciółkami i udaje się na spotkanie z nowo poznanym mężczyzną. Na miejscu schadzki staje się świadkiem dziwnych wydarzeń. W tym samym czasie inna mieszkanka Manchesteru gwałtownie rozstaje się z parterem i wyjeżdża na wycieczkę do Mjanmy. Kilka tygodni później w parku krajobrazowym Pennington Flash  w hrabstwie metropolitalnym Greater Manchester zostaje znalezione ciało młodej kobiety. Na pozór nic nie wskazuje na udział osób trzecich, lecz ślady, te odkryte na miejscu znalezienia zwłok oraz na ciele osoby o nieustalonej tożsamości, wskazują, że mogło dojść do wspomaganego samobójstwa. Nadinspektor Tom Douglas wraz ze swoją współpracownicą Becky Robinson rozpoczynają śledztwo, by wyjaśnić, jak doszło do tajemniczego zgonu.

Agatha Christie stworzyła genialną i wyjątkową postać, belgijskiego detektywa, wyznaczając tym niedościgniony wzór powieści detektywistycznej. Nie będę jednak w tym miejscu przywoływał jego charakterystycznej osobowości, lecz jedno z jego z wielu powtarzających się często zachowań. Hercules Poirot pytany, jak wpadł na jakiś trop bądź rozwiązał zagadkę, dłonią wskazywał własną skroń, jasno dając do zrozumienia, że stoją za tym jego szare komórki. To w nich kryją się odpowiedzi, prawda odzierająca zbrodnię z tajemnicy. Logiczne rozumowanie, stawianie odpowiednich pytań i wyciąganie właściwych wniosków to istota kryminału.

To właśnie dedukcja sprawiła, że przed wielu laty zakochałem w tym gatunku literackim. Podążanie za myślącym – poszukującym w przeszłości motywów i faktów, i łączących ich zależności – bohaterem jest kryminalną rozkoszą. By jej zakosztować nie potrzeba – o czym tak często wspominam – wyszukanych, wymyślnych zbrodni i wynaturzeń. To nie one stanowią kwintesencję gatunku, zazwyczaj tylko maskują niedostatki autora w umiejętności konstruowania wiarygodnej intrygi i logicznego jej rozwiązania. Ten długi, ciągnący się dwa akapity, wstęp prowadzi do krótkiej konkluzji. Powieść Rachel Abbott to książka pełna opisów i chaotycznych wątków, w której brakuje błyskotliwego zamysłu, stającego się – przemyślaną, sensownie przedstawioną, realistycznie i satysfakcjonująco uzasadnioną – myślą przewodnią książki.

Rachel Abbott zastosowała w Podejdź bliżej podwójną narrację. Książkowe wydarzenia podzieliła na te opowiadane w pierwszej osobie z perspektywy bezimiennej kobiety, która poprzez swoje zagubienie i podatność na manipulację ściąga na siebie niebezpieczeństwo oraz te dotyczące Toma Douglasa, relacjonowane w trzecie osobie. Ten zabieg miał zapewne sprawić, że ów thriller psychologiczny będzie podszyty, właściwymi dla gatunku, emocjami, napięciem i niepokojem. Tak się jednak nie stało.

Podejdź bliżej może wydawać się kryminałem z rozbudowaną fabułą, lecz w rzeczywistości okazuje się być historią, której brakuje głębi. Co więcej, powieść ma zupełnie zachwiane proporcje. Skoro to siódmy tom cyklu z detektywem Douglasem, to oczekiwałem, że to właśnie nadinspektor będzie centralną postacią książki. Tak się jednak nie stało. Czytając, odniosłem wrażenie – aż kusiło, by zliczyć strony – że Rachel Abbott więcej uwagi i miejsca na kartach tejże powieści poświęciła kobiecie będącej w zagrożeniu, której losy i odczucia opisywane są z daleko większą szczegółowością niż działania i wydarzenia z życia Toma Douglasa. To dość zdumiewające i niedorzeczne, nawet jeśli prosta matematyka bezsprzecznie wskazałaby, że w rzeczywistości było inaczej.

Abstrahując od wszystkiego, o czym wspominam powyżej, fabuła Podejdź bliżej nie była specjalnie ciekawa, akcja nie porywała ani tempem rozwoju, ani wywołującymi emocjami. Jak już zasygnalizowałem, intryga była do bólu przewidywalna, a, co gorsze, zakończenie i wyjaśnienie zagadki absurdalnie krótkie i nic nie tłumaczące. Zupełnie, jakby autorka o nim zapomniała, uznała, że może czytelnicy nie zauważą, nie będą stawiać fundamentalnego dla tego gatunku pytania: dlaczego, oczekując wyczerpującej i wiarygodnej odpowiedzi na nie. W moim przekonaniu Rachel Abbot zwyczajnie zabrakło pomysłu, tak jak mnie nie starczy ochoty, by po raz kolejny sięgnąć po książkę tej pisarki.

Źródło okładki: Wydawnictwo Filia