W poczuciu winy

Powódź Pawła Fleszara to pierwsza wydana powieść kryminalna w dorobku krakowskiego dziennikarza. Nie dziwi zatem, że to Kraków stał się areną wydarzeń. Nie zaskakują także artykuły prasowe, poprzedzające każdy kolejny rozdział. Autor – podobnie jak językiem – posługuje się narzędziami, które dobrze zna. Można jednak odnieść wrażenie, że forma przerasta zasadniczą, kryminalną treść.

Z bloku na jednym z krakowskich osiedli wyskoczył Kuba, czterdziestoletni mężczyzna, ginąc na miejscu. Policja, pomimo uszkodzeń ciała, dzięki badaniom DNA zidentyfikowała ofiarę, a na podstawie pożegnalnego listu i okoliczności zdarzenia stwierdziła samobójstwo. W taką wersję wydarzeń nie może uwierzyć przyjaciel Kuby z dzieciństwa, Kris. W młodości, kiedy dziewczyna Kuby zostawiła go dla przyjaciela, ich drogi się rozeszły. Zawodowy żołnierz czuje, że jest mu coś winny i wraca do Krakowa, dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w stolicy Małopolski i dlaczego Kuba targnął się na swoje życie.

We wstępie wspomniałem o konstrukcji powieści. Książka, której, przy dzisiejszych standardach kryminalnych, bliżej do nowelki, to pozycja na krótkie, zimowe popołudnie. Znaczą jej cześć stanowią przedruki artykułów, które traktują głównie o dwóch sprawach. Pierwszą z nich jest niszowa pornografia, przemoc seksualna i handel ludźmi. Tak rozpoczyna się książka. Autor albo liczył na wyjątkową naiwność czytelnika, wierząc, że ten nie dopatrzy się w tych doniesieniach tła bądź motywu, albo wierzył, że tylko zasieje w czytającym nutkę niepewności, a sam poprowadzi akcję tak, by wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Tak się nie dzieje, a czytelnikowi pozostaje zastanawianie się, po co autor zdradził cześć zagadki już na pierwszych kartach powieści. Drugą kwestią poruszoną w wycinkach z gazet i portali jest zbliżająca się do Krakowa powódź. Fleszar poświęca wielkiej wodzie sporo miejsca, dużo więcej w artykułach niż zasadniczej części książki. Związek z fabułą jest przez większość powieści symboliczny, dopiero wraz rozwojem akcji nabiera dwuaspektowego znaczenia, znajdując uzasadnienie pod koniec historii. Tym, co przy okazji kolejnych opisów wzrastającego poziomu Wisły buduje autor, jest nastrój. Nadciągająca powódź i relacje kolejnych podtopień stopniują napięcie, rosnące z dnia na dzień, z rozdziału na rozdział.

Akcja powieści Fleszara rozgrywa się w kilka lipcowych dni. Książkowe wydarzenia cechuje przypadek, który decyduje o powodzeniu prywatnego śledztwa w równym stopniu, co zdolności dedukcyjne Krisa. Powódź to nie jest rasowy kryminał, ale krótka powieść, której fabuła zogniskowana jest wokół tajemniczego samobójstwa. Brakuje typowych dla gatunku żmudnego, drobiazgowego dochodzenia, zaskakujących zwrotów akcji i mylnych tropów. Powieść Pawła Fleszara – szczególnie jej nastrój i zagubiony główny bohater – bardziej przypomina literaturę z gatunku noir. Sama intryga, choć nieskomplikowana i dość przewidywalna, broni się logiką i wiarygodnością. To przesądza o tym, że Powódź to książka, którą można przeczytać, szukając lekkiej powieści wpisującej się szerokie ramy gatunku.

Kończąc recenzję powieści Pawła Fleszara, nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednej jej cesze. Powódź zabiera czytelnika do Krakowa. Są w niej miejsca, ulice, linie tramwajowe, które można odnaleźć w stolicy Małopolski. Jednak trudno napisać, że powieść dobrze oddaje charakter miasta. Wręcz przeciwnie, czuć, że Powódź została napisana przez kogoś, kto Kraków poznał, lecz w nim się nie wychował bądź chociaż dorastał. Bohaterowie używają słów i określeń, jakich krakowianie nigdy by nie wypowiedzieli, a które jednoznacznie wskazują na przyjezdnych. To oczywiście drobnostka, którą zauważy tylko czytelnik spod Wawelu. I tylko jemu może przeszkadzać.

Dziękujemy autorowi za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji
Źródło okładki: Dom Wydawniczy Księży Młyn