W Wolnym Mieście

Pozdrowienia z Gdańska Charlesa Berga to nie jednolita historia, lecz dwa opowiadania, które łączy postać głównego bohatera, prywatnego detektywa Gregora Steppe. Autor przenosi czytelnika w odległe czasy, do Wolnego Miasta Gdańska. To podróż momentami sentymentalna, chwilami ckliwa, lecz przede wszystkim przyjemna i nieskomplikowana w odbiorze.

Gregor Steppe to młody i niedoświadczony detektyw. W zawodzie pracuje od dwóch lat, a od pół roku w Wolnym Mieście Gdańsku. To właśnie tam otrzymuje dwa zlecenia, które będą osią fabuły dwóch opowiadań składających się na książkę Pozdrowienia z Gdańska.

Pierwsza sprawa, którą autor zatytułował Pocztówka, z lipca 1936 roku, dotyczyła zaginięcia dwóch nastolatek. Do Gregora Steppe zgłasza się Irene Landmann. Jej córka, Kamile, nie wróciła do domu z wakacyjnej wycieczki z Sopotu, na którą wyjechała z rówieśniczką. Drugie opowiadanie, List, również ogniskuje się wokół zaginięcia. Na wiosnę 1938 roku detektyw otrzymuje od Johanny Brach zlecenie odszukania zaginionego Karla Rettera, pracownika Deutche Banku, który zniknął bez śladu. Jedyną poszlaką jest zalany tuszem list, który znalazła zaniepokojona narzeczona.

Dwie historie opowiedziane przez Charlesa Berga to bardziej opowiadania niż powieści kryminalne. Jeśli pokusić się o ich klasyfikację, to przypisałbym je do kryminału noir. I choć, fabuła nie jest skomplikowana, a zagadka kryminalna specjalnie wyszukana, to Pozdrowienia z Gdańska wciągają, stanowiąc lekką i łatwą literacką rozrywkę. Urzeka tło opowieści, którym są przedwojenne Gdańsk i Sopot. Główny bohater szybko zyskuje sympatię, a jego brak doświadczenia i – momentami – młodzieńcza naiwność dodają mu autentyczności.  Tempo akcji jest umiarkowane, czytelnik ani się nie nudzi, ani nie traci tchu, czytając.

Pozdrowienia z Gdańska to książka pełna sprzeczności. Autor skupił się na zbudowaniu wiarygodnego historycznie charakteru opowieści. Dołożył starań, by książka miała klimat, przenoszący czytelnika w odległe czasy, lata poprzedzające wybuch II Wojny Światowej. I to mu się udało. Czytając, czuć klimat Wolnego Miasta Gdańska i innych miast z tamtego okresu. Są przywołane oryginalne nazwy ulic, miejsca już nieistniejące. Tym, co jednak przeszkadza w odbiorze, jest dziwne podejście autora do ich używania. Trudno zrozumieć, dlaczego zdarza mu się niemieckie nazwy odmieniać po polsku, dlaczego Sopot nie może być po prostu Sopotem, lecz jest to Zoppot. Ta niepotrzebna maniera zastosowana została również w innych przypadkach, chociażby zapisie dat czy tytułów grzecznościowych. Pozdrowienia z Gdańska wydane zostały po polsku, więc dlaczego Juli, a nie lipiec, Frau, a nie Pani? I bez nieuzasadnionego mieszania języków pisarz udowadnia, że potrafi oddać atmosferę ówczesnych miast i okresu.

Jeśli ktoś szuka rasowego, rozbudowanego kryminału, to będzie lekturą Pozdrowień z Gdańska mocno rozczarowany. Jeśli jednak rozpoczyna dopiero swoją przygodę z literaturą kryminalną i na początek nie oczekuje skomplikowanej intrygi i wielopłaszczyznowej fabuły, to książka Charlesa Berga może okazać się dobrym pomysłem. Pozdrowienia z Gdańska to dwie nowelki, które mogą wprowadzić czytelnika nie tylko w świat kryminału, lecz i zabrać w podróż w rzeczywistość sprzed ponad ośmiu dekad. Wycieczkę krótką, lecz niewyczerpującą i przyjemną.

Dziękujemy autorowi za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji

Źródło okładki: Wydawnictwo e-bookowo