Wyrok już zapadł

Proś o wybaczenie Melindy Leigh to kameralna powieść, kryminał dość typowy, charakterystyczny dla amerykańskiej literatury tego gatunku. I choć nie ma w nim nic odkrywczego bądź zaskakującego, to kawał przyzwoitej lektury, po którą sięga się z ochotą i czyta z przyjemnością.

Po tragicznej śmierci męża, żołnierza, Morgan Dane wróciła do rodzinnego Scarlet Falls. Była pracownica prokuratora okręgowego w Alabamie próbuje poukładać życie swoje i córek, w czym pomaga jej dziadek. Kiedy, po dwóch latach, poważnie zaczyna myśleć o powrocie do pracy i przyjmuje propozycję objęcia stanowiska asystentki prokuratora, w Scarlet Falls dochodzi do wstrząsającej lokalną społeczności zbrodni. Ofiarą jest, opiekująca się dziećmi Dane, osiemnastoletnia Tessa Palmer. Po kilku dniach śledztwa o morderstwo oskarżony zostaje młody sąsiad Morgan, Nick Zabrowski.

Morgan, znając chłopaka, nie potrafi uwierzyć w jego winę. Buda, ojca Nicka, nie stać na zatrudnienie profesjonalnego obrońcy ani na wpłacenie wysokiej kaucji. W obliczu niesprawiedliwości, o której Dane jest przekonana oraz faktu, że na wolności pozostaje prawdziwy morderca, Morgan postanawia zrezygnować z nierozpoczętej jeszcze pracy i przejść na drugą stronę barykady, angażując się w obronę sąsiada.

Mieszkańcy Scarlet Falls szybko wydali wyrok, uznając Nicka za winnego i skazując jego obrończynię na ostracyzm. Wierząca w sprawę Dane może liczyć na pomoc byłej sympatii z młodzieńczych lat. Były policjant, a obecnie prywatny detektyw, Lance Kruger, stanie razem z nią do walki w imię prawdy. Razem odkryją miejscowe tajemnice, zmieniając jednocześnie swoje, naznaczone traumami, losy.

Proś o wybaczenie to opowieść, która rozwija się powoli. Co więcej, nawet dość dynamiczny finał nie uprawnia do stwierdzenia, że akcja książki nabiera tempa, tylko co najwyżej rumieńców. To ostatnie stwierdzenie zresztą bardziej odnosi się do wątku obyczajowego niż intrygi kryminalnej. Ta jest dość sztampowa, choć autorka radzi sobie z ograną historią, nie próbując wmówić czytelnikowi, że to coś bardziej wyjątkowego, niż w rzeczywistości jest. Być może właśnie dzięki temu książkę Melindy Leigh możną uznać za przyzwoitą propozycję.

Wracając do zagadki kryminalnej, warto wspomnieć, że głównym odczuciem towarzyszącym czytaniu Proś o wybaczenie jest, zasygnalizowane powyżej, podobieństwo. Ciężko się oprzeć wrażeniu, że podobnych kryminałów było już wiele. Nie brakuje podobnych postaci, miasteczek, które równie dobrze mogły by być – i były – takim Scarlet Falls. Co zatem sprawiło, że, pomimo to, powieść Melindy Leigh oceniam dobrze? Tym czymś były umiar, dobrze dobrane proporcje poszczególnych elementów fabuły oraz nierzucający się w oczy sposób narracji, który charakteryzował się wyważonym mirażem opisów i dialogów.

Proś o wybaczenie niczym specjalnym nie intryguje. Czytelnik może spodziewać się tego, co się wydarzy. Nie zmienia to jednak faktu, że Melinda Leigh opowiada o ludziach i wydarzeniach w przyjazny, pozbawiony zadęcia sposób. Może momentami odrobinę ckliwy, lecz zdecydowanie nie nazbyt rozczulający, właściwie wpisujący się kwestie, których dotyczy. Tym, co w powieści dziwi, jest nieoczekiwany błąd. Ofiara raz ma wymalowane przez mordercę na czole słowo „wybacz”, raz „przepraszam”. Wspominam jednak o tym tylko dla porządku, podejrzewając zwykłe niedopatrzenie w przekładzie.

Ten amerykański kryminał to zamknięta historia, której ważną płaszczyzną jest tło obyczajowe. Relacja Morgan i Lance’a jest drugim, obok kryminalnego, i równie istotnym dla powieści wątkiem. Domyślam się, że to właśnie ona będzie punktem wyjścia kolejnych tomów z serii. Wspominając o tym, nie zdradzam żadnej tajemnicy, bowiem w przygotowaniu do polskiej premiery są kolejne dwie części przygód Morgan Dane, Jej ostatnie pożegnanie i Kości nie kłamią. Jeśli okażą się równie dobre, co pierwszy tom, to będą lekturami godnymi polecenia.

Dziękujemy Wydawnictwu HELION za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji

Źródło okładki: Wydawnictwo HELION