Tajemnice Moskwy

Przekleństwo cara Iwana to kolejna książka o Rosji Macieja Jastrzębskiego, korespondenta Polskiego Radia w Moskwie. Ale pierwsza fabularna. Dotąd Jastrzębski, jak rasowy dziennikarz, zajmował się jedynie literaturą faktu. I w jego pierwszej powieści to widać. Nie jest to kryminał. To raczej thriller w stylu Dana Browna z domieszką Michaiła Bułhakowa.

Podobnie jak w Mistrzu i Małgorzacie opowieść rozgrywa się na dwóch płaszczyznach – w przeszłości i współcześnie. Przeszłość to czasy Iwana Groźnego. Car wzywa do siebie mnicha Wasyla i zdradza mu wielką tajemnicę. Ma ukryty przed światem bezcenny księgozbiór, chce, by mnich pomógł mu odczytać starożytne księgi. Szybko okaże się, że oprócz ksiąg w potajemnej bibliotece jest coś jeszcze. Wasyl spróbuje odkryć do czego może służyć niezwykły przedmiot.

Płaszczyzna współczesna to Moskwa, rządzona – tak, jak reszta Rosji – kolejną kadencję przez tego samego prezydenta. Dziennikarz telewizyjny Aleksander natrafia na zapiski niemieckiego jeńca, który po klęsce Trzeciej Rzeszy pracował przy budowie moskiewskiego metra. Podczas prac pod ziemią, w jednym z tuneli, natrafił na tajemniczą teczkę. Był to dziennik profesora Ignatija Stielleckiego, archeologa, znawcy moskiewskich podziemi i niezłomnego poszukiwacza biblioteki Iwana Groźnego. Być może rosyjski uczony natrafił na jej ślad. Problem w tym, że jego dziennik jeniec pozostawił pod ziemią. A potem zmarł. Aleksander, wraz ze swoją ukochaną Julią, musi więc najpierw odnaleźć dziennik profesora Stielleckiego, by potem ruszyć na poszukiwania legendarnego księgozbioru.

W swoim powieściowym debiucie Jastrzębski łączy dwie legendy. O obu już pisał – jako reporter. Jedna z nich to owiane tajemnicą moskiewskie podziemia. Według niektórych teorii pod stolicą Rosji znajduje się całe podziemne miasto – z ulicami, mieszkaniami, sklepami, kinami, wojskowymi bunkrami. A także tajnymi bazami, całym centrum dowodzenia zbudowanym na polecenie Józefa Stalina. Ma tam też być sieć dodatkowego metra – jedna linia miała służyć ewakuacji najważniejszych dygnitarzy, inna – do transportu na przykład głowic jądrowych. To podziemne miasto ponoć widział prezydent Borys Jelcyn – i na jego widok – zaniemówił z wrażenia. Tunele na własne oczy oglądał też podobno pułkownik KGB Oleg Gordijewski, który przez lata był brytyjskim agentem. Wciąż nie znacie największej tajemnicy KGB: wielkie podziemne miasto z całą siecią transportową, pełną nowoczesnych urządzeń; nigdy wam jej nie pokażą – zdradził w jednym z wywiadów.

Ale pod Kremlem mają być jeszcze starsze podziemia, łączące się z drugą legendą: biblioteką Iwana Groźnego. Księgi – łacińskie, greckie, egipskie, ale też hebrajskie i chińskie zbierał już dziadek Iwana Groźnego, Iwan III Srogi. Gdy za żonę pojął bratanicę ostatniego cesarza Bizancjum – Sofię Paleolog – wraz z nią do Moskwy przybyły księgi z biblioteki w Konstantynopolu, a ponoć także manuskrypty ocalone z Biblioteki Aleksandryjskiej. Oprawione w złoto i kamienie szlachetne dzieła antycznej literatury, nowa żona cara przywiozła w drewnianych skrzyniach. By je lepiej chronić, rozkazała zbudować pod ziemią kryjówkę dla bezcennych zbiorów.

Obie legendy Jastrzębski zna doskonale i zgrabnie łączy w spójną intrygę. Czytelnik z ciekawością podąża wraz ze współczesnymi odkrywcami podziemiami Moskwy odsłaniając ich tajemnice. I śledzi losy mnicha Wasyla, który ponad czterysta lat wcześniej, trudzi się odczytując martwe języki z sekretnego zbioru ksiąg cara, nie bez przyczyny nazwanego Groźnym. Przekleństwo cara Iwana czyta się dobrze, choć autor nie uniknął kilku irytujących wpadek. Jedna z nich to chwilami naiwny i nazbyt pretensjonalny język: …Eee, mało prawdopodobne, żeby byli na tym łez padole jeszcze tacy obrońcy ludzkości – mruknęła pod nosem, zdziwiona własną naiwnością. – Takie historie zdarzają się tylko w książkach i to najczęściej tych dla dzieci – dodała…

Są też w książce nielogiczności. Na przykład, gdy car Iwan zaprasza do siebie Wasyla. Władca chce, by mnich pomógł mu odczytać starożytne teksty. I jest zdziwiony, że Wasyl zna grekę. Jeśli o tym nie wiedział, to po co go zapraszał? Zaprosił, bo wiedział (albo podejrzewał), że zna. Ale wtedy, skąd zdziwienie władcy? Autor zastawił też na siebie pułapkę językową. Podczas rozmów cara z mnichem wkłada w ich usta archaizmy. A to trudne językowe narzędzie, wymaga wielkiej biegłości i wyczucia, by móc się nim swobodnie i naturalnie posługiwać. Jastrzębskiemu nie do końca się udało. W efekcie dialogi sprawiają niekiedy wrażenie sztucznych, a wplecione w nie współczesne pojęcia zgrzytają. Jak choćby w tej wypowiedzi cara: …mam niejedną duszę na sumieniu, alem nie sadystyczną żądzą się kierował, jeno strachem przed spiskiem… Władca z XVI wieku nie mógł się posługiwać pojęciem, które powstało od nazwiska markiza, żyjącego na przełomie XVIII i XIX wieku.

Jako wielbiciela Mistrza i Małgorzaty irytowały mnie też nawiązania do powieści Bułhakowa. Zarówno bezpośrednie, w rozmowach bohaterów, jak i pośrednie, jako cytaty czy parafrazy. Sugerują to, czym powieść nie jest – nawiązaniem czy wręcz literackim dialogiem z jedną z najwybitniejszych rosyjskich powieści XX wieku.

Przekleństwo cara Iwana to sensacyjna opowieść o dwóch moskiewskich legendach. Ale nie wszystko jest w niej fikcją. Podziemna Moskwa, może nie tak rozległa jak przekonują niektórzy, istnieje. I niewykluczone, że jej częścią jest komnata z bezcennym księgozbiorem Iwana Groźnego. Wierzy w to wielu historyków. Mają nadzieję, że w jej odszukaniu pomogą badania archeologiczne podziemi Kremla zlecone dwa lata temu przez prezydenta Rosji. Gdy się zakończą, być może Maciej Jastrzębski będzie miał materiał na kolejną powieść.

Dziękujemy Wydawnictwu HELION za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji

Źródło okładki: Wydawnictwo HELION