Niedorzeczna makabra

Ragdoll Daniela Cole’a to zlepek znanych schematów, nieograniczonych pokładów fantazji i przytłaczającej makabry. Ta książka utożsamia wszystko to, co jest dla mnie kryminalnym grzechem ciężkim – wyeksploatowane motywy, kalki wyblakłych na kartach innych powieści postaci, iście ułańską fantazję, nierealistyczność i nierealność, których urok jest już niejako wpisany w konwencję kolejnych filmowych przygód Jamesa Bonda – i tylko tam się broni.

Detektyw w wydziale zabójstw londyńskiej policji metropolitalnej William Oliver Layton-Fawkes, nazywany „Wolfem”, zostaje przywrócony do służby. W przeszłości nie potrafił pogodzić się z uniewinnieniem podejrzanego, którego ściganie stało się jego obsesją i kosztowało rozpad małżeństwa oraz spowodowało oskarżenia w życiu zawodowym. Po ogłoszeniu wyroku, jeszcze w sądzie, brutalnie pobił Naguiba Khalida, którego złapał i oskarżał o bycie „Kremacyjnym Zabójcą”. Po czterech latach od tamtych brzemiennych w skutkach wydarzeń, Fawkes’a budzi telefon. W bloku po drugiej stronie ulicy zostały znalezione niezwykłe zwłoki, przywołujące na myśl szmacianą lalkę zszytą z członków pochodzących z kilku ciał.

Tym, co wywoła niepokój u „Wolfa” nie będzie jednak niecodzienne świadectwo morderstwa, lecz fakt, że makabryczna „marionetka” została zawieszona przy pomocy prawie niewidocznych linek, a jedna z dłoni została wyciągnięta tak, że palec wskazywał okno Fawkes’a. „Wolf” wraz z sierżant Emily Baxter, byłą partnerką i przyjaciółką, ma zidentyfikować sześć ofiar. Zagadkowa sprawa staje się jeszcze bardziej przerażająca, gdy jego była żona otrzymuje listę sześciu imion z przypisanymi datami, kiedy zabójca planuje ich zamordować. Szóstą ofiarą ma być Fawkes…

Książce Cole’a trudno odmówić rozmachu. Fabuła wciąga, lecz bardzo szybko zaczyna ciążyć brak elementarnego realizmu, który nadaje powieści kryminalnej wiarygodności. Akcja rozwija się wartko, autor sprawnie i logicznie prowadzi –  by finalnie połączyć – wątki. Wpleciona w główną intrygę warstwa obyczajowa dodaje powieści przyziemności, stając się odskocznią od wybujałej fantazji, która chwilami ponosi autora. Niby to wszystko powinno składać się w przynajmniej przyzwoitą książkową całość, lecz tak się nie staje. Dzieje się tak, bowiem za dużo w tej powieści braku zdecydowania Cole’a, co skutkuje niedostatkiem spójności i przejrzystości.

Powieść czyta się z wysiłkiem i z trudem. Tylko momentami udane zabawne dialogi ratują sytuację, dominuje jednak literacka szarość bez polotu, która sprawia, że czytelnik kolejne karty książki przewraca z mozołem, zupełnie beznamiętnie. Entuzjazm tłamszą bohaterowie, jakich wielu, zużyte, nie raz i nie dwa wykorzystane pomysły oraz przygnębiająca dawka brutalności. A wszystko to podlane zabójczą dawką surrealizmu, absurdu i groteski. To zdecydowanie zbyt wiele, jak na jedną – i to wcale niezbyt grubą – powieść.

Ragdoll, jako kryminał bądź thriller, to powieść, którą – mam nadzieję – szybko zapomnę. I choć patrząc przez pryzmat wymagań i oczekiwań wynikających z gatunku, ciężko mówić o niej w superlatywach, to jest w niej coś wartego uwagi i docenienia. Tym czymś jest wyrazisty i wymowny obraz współczesnych mediów. Daniel Cole „na chłodno” opisuje i ocenia środki masowego przekazu, demaskując bezduszność i bezpardonowość, która pod przykrywką misji informacyjnej rządzi – nomen omen – „czwartą władzą”.

Książka Daniela Cole’a była dla mnie zagadką. Sięgałem po nią zaintrygowany nieznanym mi autorem i jego debiutem. I dawno nie przeżyłem takiego rozczarowania. Powieść zaczyna się interesująco, by później trwonić lichy kapitał zbudowany w pierwszych rozdziałach. Na końcu pozostaje pusta sakwa i dług u lichwiarzy oraz pytanie, dlaczego „ragdoll” z angielska, a nie swojska „szmaciana lalka” w tytule.

Źródło okładki: Wydawnictwo Sonia Draga