Prawnicza kolejka górska

Nie będę was oszukiwać. Ja też odliczałem dni do premiery Oskarżenia. Na kolejne, po Inwigilacji, przygody warszawskich prawników Remigiusz Mróz fanom Chyłki i Zordona kazał czekać długie sześć miesięcy. W kolejnych akapitach postaram się opowiedzieć, czy było warto.

Pierwszych pięć części tej serii było skupione przede wszystkim na każdorazowo innej intrydze. W szóstej Mróz dzieli swoją uwagę pomiędzy wydarzeniami i losami głównych bohaterów po równo. Autor rozpoczyna książkę momencie, kiedy pożegnał się ze swoimi bohaterami w poprzednim tomie. Chyłka dochodzi do siebie po zdarzeniach z końcowych stron Inwigilacji, a Zordon próbuje się odnaleźć w pozornie beznadziejnej sytuacji, która stała się jego udziałem.

Jak się możecie domyślać, Mróz przygotował dla swoich wiernych czytelników kolejną zagadkę, którą rozwiązuje razem z warszawskimi prawnikami. Tym razem intryga dotyka jednego z nich, a akcja nabiera rumieńców. I choć może nie potrafi tak zaskoczyć, jak w poprzednich tomach, to nikt z czytających nie może skarżyć się na nudę. Razem z Chyłką i Zordonem wkraczamy w świat współczesnej polityki, opozycji z czasów PRL i czarnej strony ludzkiej natury. Polityka i relatywizm moralny to połączenie funkcjonujące od zarania wieków. Jeśli dołączyć do tego prawników z kancelarii Żelazny&McVay, to powstaje wybuchowa mieszanka, która – jak zawsze u Mroza – jest dla czytelnika gwarancją pierwszorzędnej zabawy.

Styl autora już od dawna stał się rozpoznawalny. Język, którym posługuje się Mróz, nie zachwyca. Brakuje mu finezji i wysublimowania, które cechują Jakuba Żulczyka czy Małgorzatę i Michała Kuźmińskich. Tak było w kilkunastu innych jego dotychczasowych książkach i zapewne będzie w kolejnych, które dopiero się ukażą. Ktoś może mi zarzucić, ze to truizm i będzie miał racje. Chcę go jednak zestawić z umiejętnością budowania napięcia i prowadzenia akcji. Mróz zdaje się doskonale znać swoje mocne i słabe strony, i – co cenne – nie sili się bycie kimś, kim nie jest, tylko korzysta ze swojego wyjątkowego daru taśmowego pisania zróżnicowanych książek o wyrafinowanej intrydze i brawurowych dialogach, które pochłania się jednym tchem w jedno popołudnie.

Wracając do samej książki, nasuwa się kilka spostrzeżeń. Pierwsze dwieście pięćdziesiąt stron to zwariowana podróż kolejką górską. Dosłownie na bezdechu pochłaniałem kolejne strony, zaczytując się doskonałymi i zabawnymi dialogami. Akcja rozgrywała się w tempie rekordu olimpijskiego na „setkę”. Mróz mistrzowsko prowadzi czytelnika przez kolejne rozdziały swej książki. Czytającemu pozostaje powstrzymać się z przewróceniem strony przed doczytaniem ostatniego wersu, co nie jest łatwe. W drugiej części książki akcja znacznie wyhamowuje, a czytelnik łapie oddech. Rozwiązanie zagadki, jak w Inwigilacji, pozostawia – jak na zawieszoną przez samego autora poprzeczkę – sporo do życzenia, lecz nie byłem przesadnie rozczarowany.

Jak zapewne się podejrzewacie – szósty tom nie kończy serii, a nam pozostaje wierzyć, że Chyłka i Zordon nie dadzą wytchnienia Mrozowi, który znowu będzie ciekawy, jaki los po raz kolejny im i nam – czytelnikom – zgotuje.

Nasza recenzja Ekstradycji Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Wyroku Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Umorzenia Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Kontratypu Remigiusza Mroza
Nasza recenzja Testamentu Remigiusza Mroza

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona