Książki, które piszesz w przekonaniu o własnym dowcipie

Rzeczy, które robisz we Lwowie, będąc martwym – już tytuł książki Tomasza Nowakowskiego wskazuje, czego się po niej spodziewać: popkulturowej zabawy. O ile pierwszego składnika nie brakuje, o tyle z drugim jest kłopot.

W swojej debiutanckiej powieści Nowakowski zabiera nas na Ukrainę, gdzie w pobliżu Lwowa został zamordowany młody Polak. Jego zabójcę próbuje odnaleźć trzech nietypowych śledczych: Jerzy Kawalec, nauczyciel historii z Radomia i przyjaciel rodziny zamordowanego chłopaka, ksiądz Stanisław, pracujący w szkole jako katecheta, i Jan Cukierski, polski konsul we Lwowie. To wszystko oczywiście już było. Belfer w niejednym filmie rozwiązywał kryminalne zagadki, w polskim serialu miał niedawno twarz Maciej Stuhra. Dyplomata prowadzący śledztwo to choćby bohater Wiernego ogrodnika Johna Le Carre’a. Ksiądz – śledczy pojawił się już ponad sto lat temu jako Ojciec Brown w powieściach G. K. Chestertona. A ostatnio jako serialowy Ojciec Mateusz, czyli polska wersja włoskiego Don Matteo. Z tych zgranych klisz Nowakowski nie tworzy żadnej nowej jakości.

Autor wyraźnie mruga okiem do młodego czytelnika. Dzięki temu dowiemy się, że: fejm musi być dojebany, a Facebook jest już trochę passé. Na mnie sprawiało to wrażenie pewnej sztuczności. Zwłaszcza, że Nowakowski nie stroni od ostrego języka. Wulgaryzmy zawiera większość żartów. A tych w powieści nie brakuje. By przydać nieco charakteru stereotypowym postaciom, autor obdarza je bowiem poczuciem humoru. Konsul wymienia więc sztychy złośliwości z żoną, o której opowiada: Ona pochodzi z Nowego Targu. …I pyta mnie co o nim, o Nowym Targu znaczy, sądzę. A ja jej na to: Nowy Targ? Byłem tam kiedyś, same kurwy i hokeiści.  Jego cięty język nie oszczędza też obywateli i instytucji kraju, w którym pracuje: Tutejsi śledczy nie potrafiliby złapać syfa w afrykańskim burdelu, a co dopiero o łapaniu złodziei mówić…

Ksiądz Stanisław (przez uczniów – uwaga dowcip – nazywany Satanisławem) uwielbia z kolei oglądać się za pięknymi kobietami, bo jak mawia: Podziwianie dzieł bożych miłe jest Panu! Duchowny w szkolnej pracowni popija nalewki, a podstawowa wskazówka, jaką ma dla swoich uczniów, brzmi: Nie czyńcie, jako ja sam czynię, tylko jak nauczam.

Powieść sprawia wrażenie, że powstała wyłącznie po to, by olśnić czytelnika humorem. Autor a to przypomni starą pijacką zasadę: Jebłem ci, to jebłem, na chuj drążysz temat?, a to dowcipnie zauważy: …miał minę, jakby się dowiedział, że jest jednocześnie adoptowany i z in vitro.

I tak dalej, na tym samym poziomie. Jeśli dowcip jest żenujący, to co dopiero powiedzieć o wątku kryminalnym. Trio domorosłych śledczych snuje się po Lwowie i miejscowych knajpach, rozmawia z policją, byłą dziewczyną ofiary, ogląda miejsce zbrodni, i kompletnie nic z tego nie wynika. Zagadka zostanie rozwiązana w przebłysku genialnej intuicji, a rozstrzygającym dowodem będzie coś, co równie dobrze może być przypadkiem. Taka jest Metodologia śledcza według Jerzego Kawalca, która nawet jej autorowi, jakże słusznie, kojarzy się z Antynoblami – nagrodami za najbardziej niedorzeczną pracę naukową. Ostatnim punktem wspomnianej Metodologii… jest: …zrobić to, co Paulo Coelho patrzący na swoje powieści – zastanowić się co poszło nie tak. Tomasz Nowakowski powinien tę wskazówkę wziąć sobie mocno do serca.

Dziękujemy Wydawnictwu Novae Res za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji




Źródło okładki: Wydawnictwo Novae Res