Pożreć własną duszę

Pierwszy brazylijski kryminał – choć to określenie mocno na wyrost – jaki przeczytałem, był lekturą bezceremonialną. Sekretna kolacja Raphaela Montesa nie pozostawia obojętnym. Książka zaskakuje, bowiem traktuje o nieludzkim zachowaniu w sposób nieoczekiwany oraz diabelnie nieczuły i bezduszny.

Dante wraz przyjaciółmi – Miguelem, Hugonem i Leitão – przeprowadzają się z prowincjonalnego Pingo d’Água do Rio de Janeiro, by rozpocząć studia. To właśnie tam wiele lat później w wynajętym w dzielnicy Copacabana mieszkaniu zrodził się brzemienny w skutkach pomysł. Spowodowane przez jednego z bohaterów problemy finansowe zmuszają ich do szukania dodatkowych źródeł dochodów. Hugo, szef kuchni, proponuje organizację ekskluzywnych kolacji.

Wszystko się zmienia, kiedy odpowiedzialny za internetową obsługę Leitão bez wiedzy przyjaciół zmienia zaproponowane menu, wpisując ludzkie mięso w miejsce jagnięciny. Paląca potrzeba, wsparta ciekawością i chciwością, zaczyna przezwyciężać oburzenie i obrzydzenie, a grupa kumpli z dzieciństwa opracowuje misterny plan zdobycia „głównego składnika” nietypowego menu.

Kolacja – zakończona, o zgrozo!, sukcesem – okazuje się być początkiem intratnego biznesu, który bezpowrotnie zmieni młodych ludzi i ich losy. A wszytko zaczęło się od opowiedzianej przy piwie zagadki o rozbitkach i mięsie mewy …

Sekretna kolacja okazała się książką słabą. Żaden z niej kryminał, a i thriller to bardzo naciągany. Niby był jakiś wątek przywołujący reguły rządzące i wyznaczające kanony dreszczowców, lecz najwyżej drugoplanowy, jakby dodany na siłę. Akcja książki – być może poprzez przyjętą przez autora formułę retrospekcji, będąca odtworzeniem wspomnień głównego bohatera – nie zachwyciła ani tempem, ani finezją. Fabuła była nie tyle co ciekawa, co wyzywająca, zmuszała czytelnika do walki z obrzydzeniem i konfrontacją z własnymi przekonaniami. Brazylijską powieść ratują główni bohaterowie, którzy wzajemnie się uzupełniają, tworząc specyficzny wachlarz ludzkich, stanowiących mniejszość, cnót i przeważających przywar i ułomności.

Zimny sposób opowiadania o niewyobrażalnych dla większości z ludzi sprawach wpłynął na fakt, że książka utkwiła mi w pamięci. Choć gdybym miał wybór, to jestem przekonany, że wołałbym o tej lekturze zapomnieć. I choć ciężko mi to przychodzi, to muszę jednak napisać, że – nie bez trudu – można doszukać się w powieści Montesa wartych zapamiętania bądź przemyślenia, poruszonych przez autora, kwestii. Jedną z nich był powszechny stosunek ludzi do nieprzekraczalnych granic, wyznaczonych kulturowo i światopoglądowo, tym razem kanibalizmu.

Autor nie oszczędza eskapistycznych bogaczy szukających doznań, które zaspokoją ich niepohamowane żądze. Co szokujące i zdumiewające, bardzo łatwo znajduje liczne usprawiedliwienia najgorszych występków. Jego bohaterom nie brakuje nic – poza moralnością i zwykłą przyzwoitością, o poszanowaniu prawa nawet nie wspominając – by bez zapamiętania i przeraźliwie łatwo bawić się ludzkim życiem, obracając je w nic nie znaczące restauracyjne menu.

Autorowi Sekretnej kolacji nie można odmówić odwagi. Poruszył odrażający temat, nie pozostawiając czytelnika obojętnym i odzierając go ze złudzeń. Zrobił to w konwencji przywołania nic nie znaczących przygód – jakich pojawia się w życiu każdego z nas wiele – do przeskoczenia i bezrefleksyjnego kroczenia dalej. Ten – nomen omen – pełnokrwisty obraz beznamiętnego i surowego okrucieństwa oraz nieludzkości stanie się trwałym wspomnieniem. Nie wiem tylko, czy być za nie Raphlaelowi Montesowi wdzięcznym, czy też nie.

Źródło okładki: Wydawnictwo Filia