Widmo pośród skał

Siostra Śmierć Daniela Petra to czeski kryminał, który odwołuje się do prawdziwych wydarzeń z Rumburka, a tytuł nawiązuje do pielęgniarki, która została tak nazwana. Historia zapowiada się intrygująco, lecz powieść zawodzi rozbudzone czytelnicze nadzieje. To książka, którą – pomimo nieprzesadnej objętości – czyta się wolno, a zapomina szybko.

Božena Boučková, szatniarka na basenie w Rumburku, została znaleziona nieprzytomna przez konkubenta, który zaniósł ją do miejscowego szpitala. Tam stwierdzono, że przyczyną śmierci była niewydolność nerek, powstała w wyniku zatrucia metanolem. Sprawa, jakich – niestety – wiele. Był jednak ktoś, kto nie wierzył w oficjalną wersję zdarzeń. Tym kimś był Václav Rákos, policjant z Uścia nad Łabą. Po dwóch latach od śmierci Boučkovej przyjeżdża do Rumburka, podejrzewając, że to nie była przypadkowa śmierć, tylko zabójstwo.
Jest przekonany, że zmarła w wyniku zatrucia alkoholem metylowym pacjentka została zamordowana. Policjant dowiaduje się, że tajemniczych zgonów w szpitalu było więcej, a śledczy o popełnienie morderstw oskarżyli pielęgniarkę Annę Hrubą.

Václav Rákos, korzystając z nieobecności żony, wraz z synem Martinem zamieszkuje w pensjonacie Křinica w Krásnej Lípie, przylegającej do Parku Narodowego Czeska Szwajcaria. Śledczy szybko odkrywa, że miejscowość i okolica skrywają więcej tajemnic. Kiedy ginie pracownik parku narodowego, rozpoczyna się oficjalne dochodzenie. Policjanci trafiają na trop Miloša Bieleja, zbrodniarza wojennego z byłej Jugosławii, który od dekady nie żyje…

Daniel Petr pisząc Siostrę Śmierć, zaliczył kryminalny debiut. Autor oparł swoją opowieść na autentycznych wydarzeniach, przyłożył się do zbudowania wielowątkowej fabuły, wplótł w nią ciekawe historycznie nawiązania do rzeczywistości sprzed kilkunastu i kilkudziesięciu lat, które wykraczają poza granice Czech i Czechosłowacji. Petr zawiesił sobie wysoko poprzeczkę i, niestety, nie sprostał wyzwaniu. Niby koniec powieści przynosi wyjaśnienie, lecz trudno się oprzeć wrażeniu, że cała intryga jest chaotyczna i niezrozumiała. Związki pomiędzy bohaterami – i wątkami – budzą zdumienie, zresztą jak cała historia.

Czytając powieść, gubiłem się, na próżno starając się dojść, co było myślą przewodnią, przyświecającą autorowi piszącemu tę książkę. Daniel Petr nie zachwycił ani zmyślną i wciągającą intrygą, ani – tym bardziej – sposobem jej opowiedzenia. Autor pisze niczym nie wyróżniającym się językiem, prowadząc narrację ociężale, ani na moment nie porywając czytelnika zwracającym uwagę dialogiem, ciekawym opisem czy chociażby prostą konstatacją bądź puentą.

Siostra Śmierć to – pierwsze ciśnie się na usta – prosta historia, którą Daniel Petr niemiłosiernie skomplikował. Powieść, w przeważającej części rozgrywająca się w mrocznej, przywołującej skojarzenia z kryminałami ze Skandynawii, Czeskiej Szwajcarii, ma budzący nastrój grozy i tajemnicy klimat, co zapewne jest zasługą scenerii odludnej, nieprzyjaznej i chwilami niedostępnej okolicy. To mocna – i chyba jedyna godna zapamiętania – strona książki. Cała reszta niczym specjalnym się już nie wyróżniała. Ani dość sztampowi, typowi dla kryminalnej twórczości, bohaterowie, ani poszarpana akcja, nad której rozwojem autor nie panował.

Podsumowując, Siostra Śmierć to książka z niewykorzystanym potencjałem, wartym poznania urokiem Parku Narodowego Czeska Szwajcaria i zagmatwaną zagadką, która jest tylko kolejnym kryminałem. Jednym z wielu, które czytając, ma się wrażenie, że pisarz nie czuje się w gatunku najlepiej. Jednym z wielu, które można, lecz wcale nie trzeba, przeczytać.

Dziękujemy Wydawnictwu Afera za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji

Źródło okładki: Wydawnictwo Afera