W pogoni za sensacją

Szadź to dziwna książka. Miał być kryminał, były zatem zabójstwa i pogoń za mordercą. Było też zbyt wiele fantazji i brak umiaru. Igor Brejdygant – znany scenarzysta – jakby zdając sobie z tego sprawę, dla przeciwwagi umiejscowił akcję nie w jednym z wielkich miast, tylko w Skarżysku-Kamiennej. Aż dziw bierze, że momentami nie zabrakło nawet logiki.

W lesie zostaje znaleziona zamordowana młoda kobieta. Ciało ofiary zostało rozczłonkowane i nasmarowane substancją o zapachu mirry. Na miejsce zbrodni udaje się komisarz Agnieszka Polkowska, która od samego początku przeczuwa, że ma do czynienia nie ze zwykłym przestępcą, a z psychopatycznym seryjnym mordercą. Komisarz powoli odkrywa kolejne zbrodnie i ofiary, których śmierci nikt przed nią nie połączył. Polkowska wie, że do póki nie złapie Kadzidła – taki przydomek nadali mu śledczy – to zabójca będzie polował na swoją kolejną ofiarę.

Gdybym chciał scharakteryzować książkę Igora Brejdyganta jednym słowem to byłoby min „płytka”. Taka jest większość wątków, tacy są również bohaterowie, których postacie zbudowane zostały bez mocnych fundamentów i pozbawione głębszej psychologicznej podbudowy. Polkowska to policjantka po przejściach skupiająca się na pracy, błyskotliwa i chorobliwie wymagająca zarazem oraz połykająca hurtowe wręcz ilości psychotropów. Komisarz jest lesbijką, co w przeszłości mocno zaważyło na jej życiu. Sławomir Wolski to z kolei psychopata, który prowadzi nie podwójne, lecz potrójne życie. W każdym z nich zogniskowany jest na swój partykularny cel. Na tym tle najbardziej wiarygodnie wypada Ewa Wałkoń, kolejna dziewczyna wybrana przez mordercę, która jest uduchowioną studentką, szukającą w religii odpowiedzi na nurtujące ją pytania.

O powieści Brejdyganta nie można napisać zbyt wiele dobrego. Ciekawe – choć potraktowane, jak i wszystkie inne wątki, po macoszemu – były odwołania do wczesnochrześcijańskiej sekty enkratytów. Interesująca była również układanka faktów z przeszłości. Nie można jej odmówić wiarygodności i logiki. Niestety, tylko jej. Całą resztą, w tym także śledztwem, rządzi przypadek. Bo jakże uwiarygodnić fakt, że morderca jako swój główny cel obiera Polkowską, nie mając wcale gwarancji, że to właśnie ona będzie prowadzić sprawę? O tym, by uzasadnić zaplątania w fabułę książki rosyjskiego wywiadu, autor nawet nie pomyślał. Książkę cechuje fantazja, która być może sprawdziłaby się w kinie, lecz w aspirującym kryminale aż razi nieadekwatnością.

Szadź została napisana prostym językiem i podzielona na bardzo krótkie – czasami długości rozbudowanego zdania bądź akapitu – rozdziały. Autor nie ustrzegł się drobnych błędów, powtórzeń. Podczas lektury kilka razy zdarzyło mi się czytać jedno zdanie dwu-trzykrotnie i finalnie nie dostrzec w nim sensu. To jednak drobnostki, podobnie jak fakt, że czułem się zażenowany, kiedy Brejdygant po raz wtóry porównywał auto mordercy do prezydenckiej limuzyny. Za to już nie drobnostką, a uciążliwością wywołującą irytację był fakt, że autor nie uznał za konieczne umieszczenia przypisów z tłumaczeniem dialogów po rosyjsku. Czyżby zapomniał, że czasy, w których byłyby zbyteczne, bowiem wszyscy – jedni lepiej, inni gorzej – mówili po rosyjsku, przeminęły już blisko trzy dekady temu?!

Szadź to książka odróżniająca się od głównego nurtu polskich kryminałów. Pozbawiona jest dbałości o szczegóły, za to nacechowana niekonsekwencją, której przykłady można by mnożyć. Powieść wyróżnia także konstrukcja, bowiem już na samym początku poznajemy z imienia i nazwiska mordercę. Wraz nim śledzimy rozwój wypadków, jego przygotowania do kolejnej zbrodni. O dziwo, ten zabieg nie “zabija” powieści, mimo to czytelnik na próżno czeka na zaskoczenie, gdyż autor prowadzi akcje w przewidywalny aż do samego końca sposób.

Jestem ciekawy, czy na podstawie Szadzi powstanie film bądź serial. Mam nieodparte wrażenie, że Igor Brejdygant – nawet jeśli w głębi duszy bardzo się starał – pracując na książką, pisał nie powieść – thriller bądź kryminał – lecz scenariusz, stosując wszystkie uproszczenia, których wymaga filmowa specyfika. Co więcej, jeśli Szadź trafi na ekrany, to może się okazać – w przenośni i dosłownie – dużo większą sensacją niż na księgarskich półkach.

Źródło okładki: Wydawnictwo Marginesy