Teatralne zbrodnie

Widowisko to trzecia kryminalna powieść Przemysława Borkowskiego. Podobnie jak w dwóch poprzednich, głównym bohaterem jest psycholog Zygmunt Rozłucki, który także tym razem musi pomóc policji rozwiązać zagadkę zbrodni. Niestety, odnoszę wrażenie, że to najsłabsza część dotychczasowej trylogii.

Zygmunt Rozłucki jest na życiowym zakręcie. Rozbity po traumatycznych przeżyciach, myśli nawet o odebraniu sobie życia. Musi też poradzić sobie z alkoholizmem, w który wpadł po dramacie, jaki go spotkał. Pomocną dłoń wyciąga do niego komisarz Sądecki. Wzywa go do Olsztyna, by pomógł w śledztwie dotyczącym spektakularnej zbrodni. Na torach ginie miejski urzędnik – z pewnością nie jest to przypadkowa śmierć. Mężczyzna zmasakrowany przez pociąg miał na sobie rycerską zbroję, do torów był przykuty łańcuchem. Zbrodnię popełniono podczas otwarcia w Olsztynie festiwalu teatralnego. I  wyglądała jak jego, makabrycznie wyreżyserowana, część. A zbroja pochodziła z zasobów miejskiego teatru. Nic dziwnego, że właśnie tam prowadzą wszystkie tropy. Tym bardziej, że wkrótce zginie kolejna osoba. I również jej śmierć będzie wyglądała jak element plenerowego przedstawienia. Zygmunt Rozłucki zaczyna więc śledztwo w teatrze.

A to miejsce specyficzne. Rządzi w nim niepodzielnie despotyczny dyrektor, który na prowincji próbuje odbudować, przyblakłą już reżyserską sławę. I nie waha się sięgać po kontrowersyjne metody, by osiągnąć swój cel. Są oczywiście teatralne koterie, plotki i nieznoszące się nawzajem aktorskie osobowości. Jest wreszcie charyzmatyczna, piękna aktorka, od uroku której Rozłucki nie będzie się w stanie wyzwolić. Problem w tym, że wokół niej padają kolejne trupy.

Teatr jest jednym z bohaterów Widowiska. Borkowski pokazuje napięcia jakie wyzwala praca przy przedstawieniu, i cenę jaką trzeba za to płacić:
– Słuchaj, po prostu to graj. To jest sztuka, wystawiamy ją, a ty w niej grasz. I tyle. A twoje negatywne emocje pomogą ci tylko zbudować rolę.
– Dupek! (…)
– Przepraszam bardzo! (…) – Czy moglibyśmy zacząć pracować? Mam na trzynastą przedstawienie w szkole, chciałbym na nie zdążyć.
– Jeśli o mnie chodzi, możesz iść już teraz – powiedziała…

Autor świetnie uchwycił interakcje tworzące się w hermetycznym teatralnym środowisku. Zależności, maski nakładane na wybujałe ego reżyserów i aktorów, ale i kompromisy, na które trzeba iść, by nie „grać wyłącznie ogonów”. Borkowski odsłania nam kulisy przedstawień i pracy w teatrze.

Drugim bohaterem powieści jest Olsztyn. Borkowski prowadzi bohaterów ulicami swojego rodzinnego miasta, nie ukrywając do niego przywiązania. Poznajemy znane miejsca i urokliwe zakamarki stolicy Warmii. To wprawdzie tylko tło powieści, ale ważne.

Rozczarowuje natomiast główny bohater. Traci głowę dla pięknej aktorki – to się zdarza. Ale doświadczony psycholog, na kartach powieści Borkowskiego, robi to z wdziękiem pryszczatego nastolatka. Albo zapomina języka w gębie, albo duka jak nieprzygotowany do lekcji uczeń: …Znowu ledwo udało mu się wydobyć z siebie głos. (…)Stał więc tam jak słup soli(…) Wracał do domu, unosząc się dwa centymetry nad ziemią. Był oszołomiony(…) …jej zniecierpliwienie dotknęło go do żywego. Poczuł się kompletnie rozbity. (…)Odeszła. Patrzył za nią jeszcze przez jakiś czas. ,,Jeśli się odwróci”, pomyślał, ,,to będzie dobry znak.” Nie odwróciła się. Westchnął.

Powieść Borkowskiego chwilami zmienia się w ckliwy romans. Dla mnie zbyt ckliwy. Główny bohater od czasu do czasu wspomina też przeszłość. Krążąc po Olsztynie i okolicach Rozłucki zauważa miejsca związane z traumatycznymi wydarzeniami, których tam doświadczył. Autor ich jednak nie wyjaśnia. Dla tych, którzy nie czytali wcześniejszych książek Borkowskiego, będzie to kompletnie nieczytelne. Dowiadujemy się co bohater zjadł na obiad, ale nie wiemy dlaczego czasem budzi się zlany zimnym potem, co chce zapomnieć za wszelką cenę i co zepchnęło go w otchłań alkoholizmu.

Najbardziej jednak rozczarowała mnie kryminalna intryga. A właściwie jej rozwiązanie. Borkowski stara się wprawdzie mylić tropy, każdy kolejny trup przyniesie nowych podejrzanych – ale nazbyt oczywistych. Większość czytelników, obawiam się, domyśli się, kim jest sprawca na długo przed zakończeniem śledztwa. I od tej chwili wszystko co zrobią i policja i jej współpracownik Zygmunt Rozłucki, będzie sprawiało wrażenie chaotycznej krzątaniny. A przecież rozwiązanie – pomyśli czytelnik – mają podane niemal na talerzu.

Zbrodnie w Widowisku są rzeczywiście wyjątkowo widowiskowe, ale sama intryga kryminalna już nie tak spektakularna. W poprzednich powieściach Borkowski przyzwyczaił nas do czegoś więcej.

Nasza recenzja Niedobrego pasterza Przemysława Borkowskiego
Nasza recenzja Zakładnika Przemysława Borkowskiego

Źródło okładki: Wydawnictwo Czwarta Strona