Na tropie zła

Zło – taki tytuł zobowiązuje. Nic dziwnego, że z tak wymagającym tematem postanowiło zmierzyć się dwóch autorów. Mariusz Zielke to były dziennikarz śledczy i autor wielu thrillerów. Artur Nowak to adwokat specjalizujący się w sprawach karnych, publicysta i pisarz. Co przyniosła współpraca tej dwójki doświadczonych autorów?

Bohater powieści Tomasz Mauer to adwokat o temperamencie dziennikarza śledczego. Z Warszawy, gdzie odnosił sukcesy, okupione życiowym załamaniem, przeniósł się z rodziną do niewielkiego miasta. Tam prowadzi spokojne, szczęśliwe życie. Jego najważniejszym klientem jest miejscowy biznesmen. Witold Szymura to nie tylko właściciel wielu przedsiębiorstw, ale także radny, „nadburmistrz” – niepodzielny władca okolicy, nazywany „Prezesem”. Pewnego dnia zleca Mauerowi wydobycie ze szpitala psychiatrycznego pacjenta, który spędził w nim dziesięć lat. W tym czasie w mieście zaczynają też ginąć kobiety. Tego wszystkiego dowiemy się z pamiętnika Mauera. Opowiada nam swoją historię, przebywając w areszcie. Już na samym początku dowiemy się, że zabił. Mamy więc zabójcę, ale nie wiemy jeszcze, kto jest ofiarą. I dlaczego zginęła.

Opowieść toczy się gładko, fabuła wciąga. Bohaterowie są wyraziści, tło historii odmalowane ze szczegółami. To mocna strona powieści. Mirów, gdzie rozgrywa się akcja, to średniej wielkości miasto w środku kraju. Prawdziwa władza nie urzęduje tam w ratuszu. Rządzą pieniądze i znajomości. Mirów jest taką Polską w pigułce, soczewką, która pozwala nam dokładnie przyjrzeć się otaczającej nas rzeczywistości. Zerkamy za zasłonę, która zwykle ją skrywa. Dowiemy się, jak powstały i jak funkcjonują miejscowe układy. Pewnie wiele takich miast by się u nas znalazło – piszą autorzy.

W pewnym momencie jednak coś w tej potoczystej opowieści się zacina. Historia przyspiesza, autorzy zaczynają prowadzić nas drogą na skróty. Natrafiamy na fabularne mielizny. Być może finałowe rozstrzygnięcie kogoś zadowoli. Ja miałem raczej wrażanie, że było pisane pod dyktando, naciskającego na szybkie oddanie książki, wydawcy.

Irytujące są, rozpoczynające niektóre rozdziały, napuszone, banalne rozważania. O śmierci, wobec której wszystko zostaje z boku: niedopita herbata, niedoczytana książka, szminka na ustach kochanka, debet na koncie. Śmierć już taka jest. Albo o przeznaczeniu, które lubi płatać figle, zwodzić, żonglować przypadkami, flirtować z innymi zmiennymi  czasu i przestrzeni. (…) Podsuwa nam różne przeczucia (…) Wyławia z tłumu bohaterów, ukrywa tchórzy, wydaje wyroki… Autorzy wpadają w ton kaznodziei przygotowującego homilię na niedzielną sumę, który inspiruje się, dopiero co przeczytanym, Paulo Coelho.

Na szczęście to niedługie fragmenty. I nie pozwólmy, trawestując klasyka, by te minusy przysłoniły nam plusy powieści. Bo to niezła historia. Tyle że czytając ją, miałem wrażenie, iż nadaje się, bardziej nawet niż na powieść, na film. A najlepiej serial. Gdyby powstała jako scenariusz filmowy, nie mielibyśmy też okazji podziwiać wyjątkowo wstydliwego, i nawet w naszych postortograficznych czasach, wyjątkowo rzadkiego błędu. Przyjemność jego wytropienia pozostawiam kolejnym czytelnikom. Ja tylko podpowiem: to strona sto trzydziesta druga.

Dziękujemy Wydawnictwu OD Deski Do Deski za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji
Źródło okładki: Wydawnictwo OD Deski Do Deski