Senne opowieści

Znak kukułki Anny Bichalskiej to dziwna powieść. Niełatwo ją sklasyfikować. Jest w niej zagadka ginących i odnajdujących się dzieci, ale nie jest to z pewnością powieść kryminalna. Nie brakuje w niej niewytłumaczalnych zjawisk, postaci i stworów, ale trudno zaliczyć ją do powieści grozy. Są tajemnice, ale to nie thriller. Nie jest to też powieść historyczna, choć część opowieści toczy się przed wojną.

Znak kukułki to trzy równoległe historie. Aliny, młodej kobiety, która jako dziecko została adoptowana. Jej przybrany ojciec, dziennikarz, zajmował się przed laty sprawą tajemniczych zaginięć dzieci. Znikały, wracały po jakimś czasie i nie potrafiły przypomnieć sobie, co się z nimi działo. Alina jest jednym z tych dzieci. Przybrany ojciec przed śmiercią zostawia jej swoje archiwum: listy i artykuły. Teraz Alina ruszy tym tropem. Drugi wątek to historia przedwojennej pisarki, w młodości medium, która widzi i czuje istoty niewidoczne dla innych. Jest też trzecia opowieść – niespełna dziesięcioletniej dziewczynki. To nie wszystko. Na kartach powieści pojawiaja się jeszcze Wilcza Dziewczynka, z ciałem częściowo porośniętym sierścią, pchłopijawki, kotostrachy. Jest i tajemniczy dom na odludziu, Sekretne Miejsce i Skraj Świata. Są też sny: numerowane, dzielone na typy i wersje. Atrakcji mnóstwo, ale brakuje jednego. Odpowiedzi na pytanie: o czym jest ta opowieść.

Autorka starannie zaciera granicę między snem a jawą, realnym a nierealnym światem. Nie mamy pewności, kto jest postacią z krwi i kości, a kto tylko wymysłem. Trudno uciec od skojarzeń z Życie jest snem Calderona de la Barki:

Może to był sen
Ale wystarczy prześnić
Taki sen
Aby wiedzieć że wszystko przemija
Jak sen
I kończy się jak sen.

Bohaterka powieści Bichalskiej mogłaby powtórzyć za Segismundem, bohaterem dramatu de la Barki, że mądrość zawdzięcza snom. Są też echa opowieści o tajemniczych szeptuchach z Podlasia, rodzinnego regionu autorki. Ale te interpretacyjne tropy nie przybliżają nas do zrozumienia powieści. Niektóre wątki znikają, nie znajdując rozwiązania. Niektóre wybrzmiewają do końca, ale słychać w nich fałszywy ton.

To piękna opowieść o strachu przed innością i poszukiwaniu własnej tożsamości – taką podpowiedź znajdujemy na okładce. Strachu w tej powieści rzeczywiście dużo, nie brakuje też poszukiwań i inności. Można odnieść wrażenie, że sama autorka pogubiła się wśród wymyślonych przez siebie wątków. A finałowa opowieść trąci fałszem, jak przeniesiona z zupełnie innej bajki. Kończąc powieść, autorka autorefleksyjnie zauważa:

Problem z pisarzami polega na tym, że jeśli znajdziemy zapisane przez nich kartki, nigdy nie wiadomo czym są. (…) Pisarze przypominają pod tym względem wariatów. Nie można do końca wierzyć ich słowom.

Jeśli to komuś nie przeszkadza, powieść Bichalskiej przeczyta z przyjemnością. Mnie przeszkadzało.

Dziękujemy Wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza powieści do recenzji


Źródło okładki: Wydawnictwo Zysk i S-ka